Powrót po sezonie urlopowym

Witam serdecznie wszystkich zagorzałych czytelników. Wybaczcie przerwę jaką zrobiłem sobie od „postowania” ale musiałem zrobić sobie wolne, odpocząć, poukładać swoje myśli tylko po to aby wrócić ze zdwojoną siłą i motywacją. Postaram się przygotować plan postów aby nieco usystematyzować mojego bloga, ponieważ już dość sporo postów się uzbierało. To tyle jeśli chodzi o „ogłoszenia parafialne”, moi drodzy. Co chciałem dziś wam przekazać. Ujmę to może w postaci kilku tez, niezwłocznie je rozwijając. Gotowi? No to „pędzim na Będzim”… 🙂

Wyplatanie się z systemu nigdy nie jest do końca możliwe.
Wytrwali czytelnicy pamiętają może jeden z pierwszych postów, w których definiowałem czym dla mnie jest „wyścig szczurów” i „system”. Jeżeli chcecie odświeżyć go sobie, zapraszam tutaj. Gdy to pisałem grubo ponad rok temu byłem jeszcze młody i głupi. A co najważniejsze pisałem to jakby w afekcie, obserwując swoje otoczenie, obserwując ten dziki bieg nieco ambitniejszych o najlepsze miejsce na sali wykładowej UJ. Dziś jestem już nieco mądrzejszy. W ciągu tego roku wydarzyło się naprawdę mnóstwo rzeczy, wiele się nauczyłem i wiele przeszedłem. Teraz nie patrzę już na to przez swoje zwierciadło. Nie jestem tak krytyczny. Dlaczego? A no dlatego, że praktycznie przez ten rok, sam pracowałem na etacie. Wielokrotnie dopadał mnie pewien syndrom, nazywany prze zemnie „chorobą etatową”, którego objawy są doskonale widoczne, natomiast nie leczony, może wyrządzić spustoszenie w naszym życiu. Jeżeli, po zakończeniu pracy i powrocie do domu, nie macie ochoty ani motywacji na nic innego, jak tylko piwo i serial w telewizji to znaczy, że jest już źle. Jeżeli weekend spędzacie z piwem przed telewizorem, zapewne jest dla was już za późno… Ale nie przejmujcie się, jak to mawiają lekarze, nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

Ważny jest tok myślenia. Nie wolno rezygnować z marzeń ale ciągle dążyć do ich realizacji.
Załóżmy więc że praca na etacie jest dobra. Wiem, wiem, ze w tym momencie zaprzeczam wszelkim swoim poprzednim postom. Zanim jednak zaczniecie wyzywać mnie od szarlatanów i oszustów, pozwólcie, że po dokończę swoją tezę. Praca na etacie jest dobra pod dwoma warunkami, które to muszą zostać spełnione. Obowiązkowo. Obydwa! Mianowicie, nigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Ileż to razy słyszeliśmy „A, kiedyś chciałem zostać muzykiem, w podstawówce grałem pięknie na flecie, ale potem jakoś to umarło”. I co teraz? Szkoła się skończyła, zostałeś rzucony w sam środek oceanu zwanego rynkiem pracy, pełnego żarłocznych rekinów i naiwnych płotek. Co teraz porabiasz? Harujesz na budowie, jak ja? Czy może skończyłeś na przysłowiowym już chyba „zmywaku na wyspach”. Dobrze. Dobrze że to robisz. Nic tak nie hartuje i nie zmienia człowieka, jak ciężka praca. Jednak w imię czego to robisz? Bo rodzice Ci kazali? Bo tak wypada? Bo nie masz nic innego do roboty?

Pracuj, żyj ale i odkładaj, aby zrealizować swoje marzenie.
Zdradzę Ci teraz, drogi czytelniku, pewien sekret. Dlaczego prawie od roku tłukę się po budowach gdzieś z dala od ojczyzny. Ponieważ mój projekt, który ponad 2 lata temu został szczegółowo opisany a tak naprawdę powstawał i dorastał w mojej głowie gdzieś w okolicach gimnazjum, potrzebuje zasilenia gotówką. Dlatego pracuje po to, aby zrealizować w końcu swoje marzenie. To jest właśnie drugi warunek. Mam już cel, mam już grafik – potrzebuję tylko siły napędowej. A tobie ile zostaje po miesiącu z wypłaty?

Należy tutaj jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię, jaką jest poziom zarobków w Polsce. Czy jest aż tak źle ze znalezieniem dobrze płatnej pracy – nie wiem, sam nie szukałem zbyt wiele w kraju, wiem za to jak marne grosze zarabiają niektórzy moi znajomi. To słówko do was… Nigdy, ale to przenigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Nie osiadajcie na laurach, bo „znalazłem w końcu pracę, co prawda z min socjalnym, ale jest i jestem happy…”. Stawiajcie sobie cele, myślcie o tym, co chcecie osiągnąć – szukajcie, ciągle szukajcie. Jeżeli macie w kimś oparcie to super, motywujcie się wzajemnie, prześcigajcie w szukaniu lepszej pracy na lepszych warunkach. I co najważniejsze, zawsze myślcie pozytywnie – wstawajcie z łóżka z uśmiechem na ustach. Wiem, że się da, bo sam nad tym pracuje. Będzie lepiej…

Pamiętaj, że życie składa się z samych wypadkowych.
Kto z was choć trochę uważał w szkole na lekcjach matematyki wie zapewne czym jest wypadkowa. Ja szczerze mówiąc nigdy nie uważałem, a wiem – wiec nie jest z tym, tak źle. Jakie skutki wnosi to do naszego życia? Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się jutro. Jeżeli jesteś uczniem czy studentem, menadżerem lub pracownikiem w dobrze zorganizowanej firmie jesteś zapewne w stanie w przybliżeniu przewidzieć co się stanie w przeciągu tygodnia. Czy jednak dłuższa perspektywa nadal jest tak oczywista i klarowna? Zupełnym wyzwaniem jest już zaplanowanie najbliższego roku, a co dopiero okresu 5-cio letniego, jak ma to miejsce podczas pisania biznesplanu. Co jednak udało mi się zaobserwować? Mój projekt, jakiś miesiąc temu powrócił do pierwotnej wersji, sprzed ponad roku. Wtedy pomysł na biznes miał mniej więcej strukturę greckiej świątyni: solidny dach (będący zarówno motorem napędowym jak i głównym elementem) podtrzymywany był przez 3 kolumny (czyli działalności dostarczających finansujących samych siebie i przesyłających nadmiar gotówki do głównego elementu). Niedługo po tym wykruszyła się jedna kolumna, a w chwilę po niej druga. Jedna rozpadła się bezpowrotnie, natomiast miesiąc czy dwa temu, okazało się, że jednak istnieje możliwość oby odbudować drugą kolumnę. Być może stało się tak dlatego, że moje życie ciągle kręci się wokół tego 3-kolumnowego projektu i zapewne już podświadomie wyszukuję możliwości do jego zbudowania. Nigdy więc nie rezygnujcie – nawet gdy wszystko idzie zupełnie nie po waszej myśli i totalnie się wali – myślcie ciągle o efekcie końcowym, o tym, czego naprawdę pragniecie.

Dość. Basta! Wystarczy na dziś, co prawda mam jeszcze kilka myśli do przekazania wam, ale to już następnym razem. Zapraszam do komentowania, oczekuję feedbacku i spojrzenia na te sprawy waszymi oczami, bowiem nie jest możliwe, abym był zupełnie obiektywny. Zresztą nawet nie o to chodzi na moim blogu. Chętnie podyskutuję z wami na ten temat.

Zapraszam też na konto mojego blogu na portalach nasza-klasa.pl oraz facebook.pl. Wysyłajcie zaproszenia, polecajcie znajomym, chętnie was poznam. Porozmawiajmy twarzą w twarz, a jeśli będzie nas więcej może uda się zorganizować jakieś spotkania czy ciekawe akcje…

O zarządzaniu czasem słów kilka

Czy to prowadzimy swój biznes, pracujemy na etacie czy uczymy się, większość z nas boryka się z tym samym problemem: ” Nie mam na nic czasu, tyle obowiązków, tyle zadań, nie wyrabiam się!” Faktycznie, umiejętność efektywnego zarządzania swoim czasem jest tak ważna w naszym, coraz szybszym społeczeństwie, jak umiejętność czytania czy obsługi komputera. Zanim jednak zaczniemy wprowadzać w nasze życie istną rewolucję, pamiętajmy o tym, że nasze życie składa się z samych wypadkowych. Często bardzo trudno przewidzieć nam ile dokładnie czasu zajmie to konkretne zadanie, ile czasu będziemy jechać na spotkanie oraz czy w ostatniej chwili nie wyskoczy nam coś bardzo pilnego. Właśnie w pewnym momencie zauważyłem, że wszystkie swoje plany bez większego wysiłku obracałem w proch poprzez ich zmianę w ostatniej chwili. Czy to jakiś nieplanowany wyjazd czy choćby wypad z kumplami na piwo. Zostawiałem swoje „ważne” zadania, w ich miejsce wpychając te „mniej ważne” lub „bardziej przyjemne”. Choć dziś lubię działać impulsywnie, gdy zaplanuję sobie pewne zadanie i oznaczę je jako „ważne”, wiem że muszę je wykonać żeby być z siebie zadowolonym. Bardzo przydaje się tutaj zasada „kolejności wpisu”. Jeśli 2 tygodnie temu umówiłem się z kimś na spotkanie, a w tym tygodniu ktoś inny próbuje się wcisnąć na ten termin, słyszy krótkie „Sorry, ale wtedy jestem już bardzo zajęty”. Niestety spotykam się też z tym, że niektórzy ludzie nie są w stanie tego do końca zaakceptować.

Jako że lubię mieszać, wziąłem kilka technik efektywnego zarządzania czasem, wrzuciłem je do jednego kotła i wyszła dość dobra zupa. Pierwszym składnikiem jest tzw. kwadrat Eisenhowera. Musimy uświadomić sobie, że nasze «sprawy» czy «zadania» możemy podzielić zarówno na ważne jak i nie ważne oraz na pilne i nie pilne.

Kwadrat Eisenhowera

Jednak tutaj pojawia się pytanie: jak odróżnić je od siebie?  W przypadku spraw pilnych i niepilnych sprawa jest stosunkowo prosta, ponieważ wystarczy sprawdzić termin realizacji konkretnego zadania. Jeśli upływa on, np. za 3 minuty, to tak, sprawa jest pilna i to nawet bardzo. Jeśli nie ma terminu lub jest on odległy – wiadomo, możemy zostawić sobie ją na później, a teraz zająć się czymś przyjemniejszym. NIE! Wykonaj ją teraz, skreśl z listy aby już dłużej Cię nie męczyła. Sprawy, które odkładamy w nieskończoność staną się w końcu dla nas źródłem niepokoju, stresu czy zmartwienia. Pozbywajmy się ich więc jak najszybciej.

Nieco większy problem jest z odróżnieniem spraw ważnych od tych mniej ważnych. Proponuję tutaj takie podejście. Weź kartkę i długopis. Już? Okej, wypisz na niej maksymalnie 6 ról, jakie masz do spełnienia w perspektywie, powiedzmy, jednego tygodnia. Otóż tak, każdego dnia, każdy z nas gra w niekończącej się telenoweli do której scenariusz pisze życie. Może jesteś mężem lub żoną, może ojcem lub synem, może masz dziewczynę czy chłopaka, jesteś katolikiem, sportowcem, studentem lub uczniem. Prowadzisz własny biznes lub pracujesz na etacie. Jeśli już wypisałeś swoje role, do każdej z nich przypisz maksymalnie 3 konkretne cele (co chcesz osiągnąć, w jakim terminie i w jaki sposób to zmierzysz). Oto przykład:

Zapamiętaj sobie teraz, że tylko te sprawy, które tyczą się bezpośrednio wypisanych ról i celów są ważne. Tylko te, dzięki którym polepszysz swoje relacje z rodziną czy przyjaciółmi. Tylko te zadania, które przyniosą Ci największą wartość dodaną (najwięcej się nauczysz, najwięcej zarobisz, zbierzesz dużo doświadczenia). Wszystkie inne sprawy są dla Ciebie mniej ważne lub nawet wcale nie powinieneś zaprzątać sobie nimi głowy, drogi czytelniku. Aby nie przedłużać, tym pozytywnym akcentem zakończę pierwszą część dotyczącą zarządzania czasem (lub „sobą w czasie” – jak to niektórzy zwykli mawiać).