Jak to jest z tymi bogaczami?

Ostatnio wpędziłem się w dość ładny kryzys – jednak nie była to jakaś odmiana depresji, a kryzys związany z wiarą. Tak „napompowałem się” homiliami ks. Pawlukiewicza, że o mały włos, a z miejsca wstąpiłbym do seminarium lub pierwszego lepszego zakonu. Na szczęście udało mi się ochłonąć i z tego całego chaosu powoli wyłaniają się ładne i zgrabne wnioski. Mój, ledwie trzymający się kupy, budowany od dzieciństwa domek z patyczków poszedł z dymem a przez ostatnie kilka tygodni wziąłem się za kopanie fundamentów pod to, na czym będę budował i opierał swoje życie. Gotowi? No to jazda…

Czy da się połączyć wiarę i popęd do sukcesu?

Pytanie zasadnicze: jak to jest z tymi bogaczami i z ich zbawieniem? Przez kilka ostatnich niedziel przewijał się w tekstach liturgicznych ten temat, więc mamy dobry materiał aby ulepić z tego jakieś konkretne wnioski. Usłyszeliśmy między innymi przypowieści o nieuczciwym rządcy i o bogaczu który trafił do piekła a biedak do nieba oraz przestrogę proroka Amosa dla tych, którzy oszukują na cenach i wagach. Linki do tych tekstów znajdziecie na końcu postu. Doszedłem do wniosku – z pomocą Magdy, która pomogła mi zebrać myśli w konkretne zdania – że na to pytanie nie ma odpowiedzi. Nie, i koniec! A dlaczego? Bo po prostu jest źle sformułowane. Rozmawiamy tutaj o dwóch zupełnie różnych rzeczach. Możemy być bogaci i trafić do piekła ale i równie dobrze możemy prowadzić życie w stylu od pierwszego do pierwszego i w końcu też wylądować w kotle z rozgrzanym i kipiącym bólem duszy. Należałoby postawić tutaj inne pytanie: „Czy jestem na tyle dojrzały duchowo i mam na tyle mocny fundament wiary aby stawić czoła pokusom tego świata i mamony?”. Od pewnego czasu chodzi za mną pewne zdanie:

Aby osiągnąć zbawienie musimy „umrzeć dla świata”!

Część osób, którym powiedziałem to zdanie, rozumieją to na dwa sposoby:
– umrzeć fizycznie (no tak, w sumie jest to warunek zbawienia, ale nie o to chodzi),
– zostać pustelnikiem i żyć o tym co się zbierze i upoluje (też jest to jakieś wyjście),
albo po prostu zmieniają temat lub pytają, czy ze mną aby na pewno wszystko okej…

Tymczasem, chrześcijaństwo – a więc nasz Bóg – zachęca nas do tego aby pragnąć, aby marzyć i dążyć do realizacji naszych marzeń. Ale uwaga! „Umrzeć dla świata” oznacza, że mamy wycofać się z ludzkich, niezdrowych popędów i konkurencji. Przykładowo: świat próbuje nam wmówić, że homoseksualizm jest alternatywą dla heteroseksualnych związków, że każdy normalny człowiek odwiedza raz w tygodniu burdel, że pieniądze dadzą Ci wszystko, czego zapragniesz, że Twój szef niszcząc Twoją psychikę robi to dla Twojego zdrowia, że polowanie na laski to nowy sport olimpijski itd, itp, etc… Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, wystarczy otworzyć jakiś portal czy gazetę dla młodych. A Bóg mówi nam inaczej: „skończ z tym wszystkim, odetnij się od tego i skup na tym, co jest najważniejsze w życiu – na zbawieniu. Rozwiń w sobie miłość do drugiego człowieka, naucz głębokiej modlitwy, bądź wierny swojemu powołaniu, 10 przykazaniom i nowemu przykazaniu oraz bądź gotowy w każdej chwili rzucić wszystko, wziąć swój krzyż i iść za mną.” Pamiętacie przypowieść o bogatym młodzieńcu, który zapytał Jezusa co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Usłyszał, że ma rozdać wszystko i iść za Jezusem – a jako że posiadał wiele, odwrócił się i odszedł. A więc doszedłem do jasnego wniosku:

Nie bój się pragnąć!

Jak przekłada się to na nasze dzisiejsze życie? Chcesz mieć dużą, dochodową firmę? Nie ma problemu, jednak jeśli oprzesz ją na kłamstwach i oszustwach skończysz w piekle. Pamiętaj też, że musisz być gotowy, aby gdy usłyszysz słowa Jezusa „chodź za mną” rzucić to wszystko… Wydaje mi się, że wiąże się to z kolejną pokusą świata – im więcej posiadasz, tym trudniej się od tego uwolnić. Mój proboszcz jest tego bardzo dobrym przykładem. Kiedyś grał zawodowo w hokej na lodzie i sport był dla niego wszystkim, osiągnął wiele, łącznie ze skopaniem tyłków ZSRR na międzynarodowej olimpiadzie w  latach 70. Ale był w stanie poświęcić to wszystko, aby podążyć za Chrystusem.

Czytania: 19 września – XXV niedziela zwykła
Czytania: 26 września – XXVI niedziela zwykła

Powrót po sezonie urlopowym

Witam serdecznie wszystkich zagorzałych czytelników. Wybaczcie przerwę jaką zrobiłem sobie od „postowania” ale musiałem zrobić sobie wolne, odpocząć, poukładać swoje myśli tylko po to aby wrócić ze zdwojoną siłą i motywacją. Postaram się przygotować plan postów aby nieco usystematyzować mojego bloga, ponieważ już dość sporo postów się uzbierało. To tyle jeśli chodzi o „ogłoszenia parafialne”, moi drodzy. Co chciałem dziś wam przekazać. Ujmę to może w postaci kilku tez, niezwłocznie je rozwijając. Gotowi? No to „pędzim na Będzim”… 🙂

Wyplatanie się z systemu nigdy nie jest do końca możliwe.
Wytrwali czytelnicy pamiętają może jeden z pierwszych postów, w których definiowałem czym dla mnie jest „wyścig szczurów” i „system”. Jeżeli chcecie odświeżyć go sobie, zapraszam tutaj. Gdy to pisałem grubo ponad rok temu byłem jeszcze młody i głupi. A co najważniejsze pisałem to jakby w afekcie, obserwując swoje otoczenie, obserwując ten dziki bieg nieco ambitniejszych o najlepsze miejsce na sali wykładowej UJ. Dziś jestem już nieco mądrzejszy. W ciągu tego roku wydarzyło się naprawdę mnóstwo rzeczy, wiele się nauczyłem i wiele przeszedłem. Teraz nie patrzę już na to przez swoje zwierciadło. Nie jestem tak krytyczny. Dlaczego? A no dlatego, że praktycznie przez ten rok, sam pracowałem na etacie. Wielokrotnie dopadał mnie pewien syndrom, nazywany prze zemnie „chorobą etatową”, którego objawy są doskonale widoczne, natomiast nie leczony, może wyrządzić spustoszenie w naszym życiu. Jeżeli, po zakończeniu pracy i powrocie do domu, nie macie ochoty ani motywacji na nic innego, jak tylko piwo i serial w telewizji to znaczy, że jest już źle. Jeżeli weekend spędzacie z piwem przed telewizorem, zapewne jest dla was już za późno… Ale nie przejmujcie się, jak to mawiają lekarze, nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

Ważny jest tok myślenia. Nie wolno rezygnować z marzeń ale ciągle dążyć do ich realizacji.
Załóżmy więc że praca na etacie jest dobra. Wiem, wiem, ze w tym momencie zaprzeczam wszelkim swoim poprzednim postom. Zanim jednak zaczniecie wyzywać mnie od szarlatanów i oszustów, pozwólcie, że po dokończę swoją tezę. Praca na etacie jest dobra pod dwoma warunkami, które to muszą zostać spełnione. Obowiązkowo. Obydwa! Mianowicie, nigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Ileż to razy słyszeliśmy „A, kiedyś chciałem zostać muzykiem, w podstawówce grałem pięknie na flecie, ale potem jakoś to umarło”. I co teraz? Szkoła się skończyła, zostałeś rzucony w sam środek oceanu zwanego rynkiem pracy, pełnego żarłocznych rekinów i naiwnych płotek. Co teraz porabiasz? Harujesz na budowie, jak ja? Czy może skończyłeś na przysłowiowym już chyba „zmywaku na wyspach”. Dobrze. Dobrze że to robisz. Nic tak nie hartuje i nie zmienia człowieka, jak ciężka praca. Jednak w imię czego to robisz? Bo rodzice Ci kazali? Bo tak wypada? Bo nie masz nic innego do roboty?

Pracuj, żyj ale i odkładaj, aby zrealizować swoje marzenie.
Zdradzę Ci teraz, drogi czytelniku, pewien sekret. Dlaczego prawie od roku tłukę się po budowach gdzieś z dala od ojczyzny. Ponieważ mój projekt, który ponad 2 lata temu został szczegółowo opisany a tak naprawdę powstawał i dorastał w mojej głowie gdzieś w okolicach gimnazjum, potrzebuje zasilenia gotówką. Dlatego pracuje po to, aby zrealizować w końcu swoje marzenie. To jest właśnie drugi warunek. Mam już cel, mam już grafik – potrzebuję tylko siły napędowej. A tobie ile zostaje po miesiącu z wypłaty?

Należy tutaj jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię, jaką jest poziom zarobków w Polsce. Czy jest aż tak źle ze znalezieniem dobrze płatnej pracy – nie wiem, sam nie szukałem zbyt wiele w kraju, wiem za to jak marne grosze zarabiają niektórzy moi znajomi. To słówko do was… Nigdy, ale to przenigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Nie osiadajcie na laurach, bo „znalazłem w końcu pracę, co prawda z min socjalnym, ale jest i jestem happy…”. Stawiajcie sobie cele, myślcie o tym, co chcecie osiągnąć – szukajcie, ciągle szukajcie. Jeżeli macie w kimś oparcie to super, motywujcie się wzajemnie, prześcigajcie w szukaniu lepszej pracy na lepszych warunkach. I co najważniejsze, zawsze myślcie pozytywnie – wstawajcie z łóżka z uśmiechem na ustach. Wiem, że się da, bo sam nad tym pracuje. Będzie lepiej…

Pamiętaj, że życie składa się z samych wypadkowych.
Kto z was choć trochę uważał w szkole na lekcjach matematyki wie zapewne czym jest wypadkowa. Ja szczerze mówiąc nigdy nie uważałem, a wiem – wiec nie jest z tym, tak źle. Jakie skutki wnosi to do naszego życia? Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się jutro. Jeżeli jesteś uczniem czy studentem, menadżerem lub pracownikiem w dobrze zorganizowanej firmie jesteś zapewne w stanie w przybliżeniu przewidzieć co się stanie w przeciągu tygodnia. Czy jednak dłuższa perspektywa nadal jest tak oczywista i klarowna? Zupełnym wyzwaniem jest już zaplanowanie najbliższego roku, a co dopiero okresu 5-cio letniego, jak ma to miejsce podczas pisania biznesplanu. Co jednak udało mi się zaobserwować? Mój projekt, jakiś miesiąc temu powrócił do pierwotnej wersji, sprzed ponad roku. Wtedy pomysł na biznes miał mniej więcej strukturę greckiej świątyni: solidny dach (będący zarówno motorem napędowym jak i głównym elementem) podtrzymywany był przez 3 kolumny (czyli działalności dostarczających finansujących samych siebie i przesyłających nadmiar gotówki do głównego elementu). Niedługo po tym wykruszyła się jedna kolumna, a w chwilę po niej druga. Jedna rozpadła się bezpowrotnie, natomiast miesiąc czy dwa temu, okazało się, że jednak istnieje możliwość oby odbudować drugą kolumnę. Być może stało się tak dlatego, że moje życie ciągle kręci się wokół tego 3-kolumnowego projektu i zapewne już podświadomie wyszukuję możliwości do jego zbudowania. Nigdy więc nie rezygnujcie – nawet gdy wszystko idzie zupełnie nie po waszej myśli i totalnie się wali – myślcie ciągle o efekcie końcowym, o tym, czego naprawdę pragniecie.

Dość. Basta! Wystarczy na dziś, co prawda mam jeszcze kilka myśli do przekazania wam, ale to już następnym razem. Zapraszam do komentowania, oczekuję feedbacku i spojrzenia na te sprawy waszymi oczami, bowiem nie jest możliwe, abym był zupełnie obiektywny. Zresztą nawet nie o to chodzi na moim blogu. Chętnie podyskutuję z wami na ten temat.

Zapraszam też na konto mojego blogu na portalach nasza-klasa.pl oraz facebook.pl. Wysyłajcie zaproszenia, polecajcie znajomym, chętnie was poznam. Porozmawiajmy twarzą w twarz, a jeśli będzie nas więcej może uda się zorganizować jakieś spotkania czy ciekawe akcje…