Metodyka PERT

Idąc dalej tym tokiem i myśląc nad myśleniem, pomyślałem sobie, że z tym myśleniem jest jak z jedną z bardzo popularnych, uniwersalnych a tym samym często stosowanych metodyk zarządzania – metodyką PERT. Polega ona na tym, że zadanie jakie mamy do wykonania dzielimy sobie na kroki milowe (np. mamy wybudować dom, więc mamy kolejno prace nad dokumentacją, potem prace ziemne, fundamenty, ściany, dach, wykończenia itp.). Następnie każdy z tych kroków milowych dzielimy na poszczególne zadania, z których składa się dany etap (np. prace ziemne polegają na wyznaczeniu miejsca, wykopaniu ziemi, zabezpieczeniu itp.).

Czytaj dalej

Reklamy

Powrót po sezonie urlopowym

Witam serdecznie wszystkich zagorzałych czytelników. Wybaczcie przerwę jaką zrobiłem sobie od „postowania” ale musiałem zrobić sobie wolne, odpocząć, poukładać swoje myśli tylko po to aby wrócić ze zdwojoną siłą i motywacją. Postaram się przygotować plan postów aby nieco usystematyzować mojego bloga, ponieważ już dość sporo postów się uzbierało. To tyle jeśli chodzi o „ogłoszenia parafialne”, moi drodzy. Co chciałem dziś wam przekazać. Ujmę to może w postaci kilku tez, niezwłocznie je rozwijając. Gotowi? No to „pędzim na Będzim”… 🙂

Wyplatanie się z systemu nigdy nie jest do końca możliwe.
Wytrwali czytelnicy pamiętają może jeden z pierwszych postów, w których definiowałem czym dla mnie jest „wyścig szczurów” i „system”. Jeżeli chcecie odświeżyć go sobie, zapraszam tutaj. Gdy to pisałem grubo ponad rok temu byłem jeszcze młody i głupi. A co najważniejsze pisałem to jakby w afekcie, obserwując swoje otoczenie, obserwując ten dziki bieg nieco ambitniejszych o najlepsze miejsce na sali wykładowej UJ. Dziś jestem już nieco mądrzejszy. W ciągu tego roku wydarzyło się naprawdę mnóstwo rzeczy, wiele się nauczyłem i wiele przeszedłem. Teraz nie patrzę już na to przez swoje zwierciadło. Nie jestem tak krytyczny. Dlaczego? A no dlatego, że praktycznie przez ten rok, sam pracowałem na etacie. Wielokrotnie dopadał mnie pewien syndrom, nazywany prze zemnie „chorobą etatową”, którego objawy są doskonale widoczne, natomiast nie leczony, może wyrządzić spustoszenie w naszym życiu. Jeżeli, po zakończeniu pracy i powrocie do domu, nie macie ochoty ani motywacji na nic innego, jak tylko piwo i serial w telewizji to znaczy, że jest już źle. Jeżeli weekend spędzacie z piwem przed telewizorem, zapewne jest dla was już za późno… Ale nie przejmujcie się, jak to mawiają lekarze, nigdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej.

Ważny jest tok myślenia. Nie wolno rezygnować z marzeń ale ciągle dążyć do ich realizacji.
Załóżmy więc że praca na etacie jest dobra. Wiem, wiem, ze w tym momencie zaprzeczam wszelkim swoim poprzednim postom. Zanim jednak zaczniecie wyzywać mnie od szarlatanów i oszustów, pozwólcie, że po dokończę swoją tezę. Praca na etacie jest dobra pod dwoma warunkami, które to muszą zostać spełnione. Obowiązkowo. Obydwa! Mianowicie, nigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Ileż to razy słyszeliśmy „A, kiedyś chciałem zostać muzykiem, w podstawówce grałem pięknie na flecie, ale potem jakoś to umarło”. I co teraz? Szkoła się skończyła, zostałeś rzucony w sam środek oceanu zwanego rynkiem pracy, pełnego żarłocznych rekinów i naiwnych płotek. Co teraz porabiasz? Harujesz na budowie, jak ja? Czy może skończyłeś na przysłowiowym już chyba „zmywaku na wyspach”. Dobrze. Dobrze że to robisz. Nic tak nie hartuje i nie zmienia człowieka, jak ciężka praca. Jednak w imię czego to robisz? Bo rodzice Ci kazali? Bo tak wypada? Bo nie masz nic innego do roboty?

Pracuj, żyj ale i odkładaj, aby zrealizować swoje marzenie.
Zdradzę Ci teraz, drogi czytelniku, pewien sekret. Dlaczego prawie od roku tłukę się po budowach gdzieś z dala od ojczyzny. Ponieważ mój projekt, który ponad 2 lata temu został szczegółowo opisany a tak naprawdę powstawał i dorastał w mojej głowie gdzieś w okolicach gimnazjum, potrzebuje zasilenia gotówką. Dlatego pracuje po to, aby zrealizować w końcu swoje marzenie. To jest właśnie drugi warunek. Mam już cel, mam już grafik – potrzebuję tylko siły napędowej. A tobie ile zostaje po miesiącu z wypłaty?

Należy tutaj jeszcze zwrócić uwagę na jedną kwestię, jaką jest poziom zarobków w Polsce. Czy jest aż tak źle ze znalezieniem dobrze płatnej pracy – nie wiem, sam nie szukałem zbyt wiele w kraju, wiem za to jak marne grosze zarabiają niektórzy moi znajomi. To słówko do was… Nigdy, ale to przenigdy nie rezygnujcie ze swoich marzeń. Nie osiadajcie na laurach, bo „znalazłem w końcu pracę, co prawda z min socjalnym, ale jest i jestem happy…”. Stawiajcie sobie cele, myślcie o tym, co chcecie osiągnąć – szukajcie, ciągle szukajcie. Jeżeli macie w kimś oparcie to super, motywujcie się wzajemnie, prześcigajcie w szukaniu lepszej pracy na lepszych warunkach. I co najważniejsze, zawsze myślcie pozytywnie – wstawajcie z łóżka z uśmiechem na ustach. Wiem, że się da, bo sam nad tym pracuje. Będzie lepiej…

Pamiętaj, że życie składa się z samych wypadkowych.
Kto z was choć trochę uważał w szkole na lekcjach matematyki wie zapewne czym jest wypadkowa. Ja szczerze mówiąc nigdy nie uważałem, a wiem – wiec nie jest z tym, tak źle. Jakie skutki wnosi to do naszego życia? Nikt z nas nie jest w stanie przewidzieć, co stanie się jutro. Jeżeli jesteś uczniem czy studentem, menadżerem lub pracownikiem w dobrze zorganizowanej firmie jesteś zapewne w stanie w przybliżeniu przewidzieć co się stanie w przeciągu tygodnia. Czy jednak dłuższa perspektywa nadal jest tak oczywista i klarowna? Zupełnym wyzwaniem jest już zaplanowanie najbliższego roku, a co dopiero okresu 5-cio letniego, jak ma to miejsce podczas pisania biznesplanu. Co jednak udało mi się zaobserwować? Mój projekt, jakiś miesiąc temu powrócił do pierwotnej wersji, sprzed ponad roku. Wtedy pomysł na biznes miał mniej więcej strukturę greckiej świątyni: solidny dach (będący zarówno motorem napędowym jak i głównym elementem) podtrzymywany był przez 3 kolumny (czyli działalności dostarczających finansujących samych siebie i przesyłających nadmiar gotówki do głównego elementu). Niedługo po tym wykruszyła się jedna kolumna, a w chwilę po niej druga. Jedna rozpadła się bezpowrotnie, natomiast miesiąc czy dwa temu, okazało się, że jednak istnieje możliwość oby odbudować drugą kolumnę. Być może stało się tak dlatego, że moje życie ciągle kręci się wokół tego 3-kolumnowego projektu i zapewne już podświadomie wyszukuję możliwości do jego zbudowania. Nigdy więc nie rezygnujcie – nawet gdy wszystko idzie zupełnie nie po waszej myśli i totalnie się wali – myślcie ciągle o efekcie końcowym, o tym, czego naprawdę pragniecie.

Dość. Basta! Wystarczy na dziś, co prawda mam jeszcze kilka myśli do przekazania wam, ale to już następnym razem. Zapraszam do komentowania, oczekuję feedbacku i spojrzenia na te sprawy waszymi oczami, bowiem nie jest możliwe, abym był zupełnie obiektywny. Zresztą nawet nie o to chodzi na moim blogu. Chętnie podyskutuję z wami na ten temat.

Zapraszam też na konto mojego blogu na portalach nasza-klasa.pl oraz facebook.pl. Wysyłajcie zaproszenia, polecajcie znajomym, chętnie was poznam. Porozmawiajmy twarzą w twarz, a jeśli będzie nas więcej może uda się zorganizować jakieś spotkania czy ciekawe akcje…

Prawdziwy cel życia…

„Pytania do świętych” (tekst: ks. Pawlukiewicz)

Przy drodze żebrał ślepiec stary,
Wciąż pustą miał żebraczą, drżącą dłoń,
Bo wszyscy, którzy go mijali
Widzieli jeszcze mniej niż on.

Aż dnia pewnego podniósł głowę,
Bo drogą tłum radosny blisko szedł
I krzyknął: „Błagam niech ktoś powie,
Ja Bartymeusz pytam się.”

Czytaj dalej

Problemów cały worek

Często spotykam osoby, które mają niezwykłą zdolność mnożenia sobie problemów. Chodzi tutaj tylko o psychiczne podejście do niektórych spraw. Zamiast zająć się spokojnie swoim zadaniem i wykonać je jak najlepiej, jak najprzyjemniej – narzekają, że przeszkadza im to albo tamto. Jeszcze gorzej mają osoby, które z góry zakładają, że nie poradzą sobie z tym zadaniem, albo odczuwają silny stres. Martwienie się – spadek, który otrzymaliśmy od naszych praprzodków, a po przyjęciu go okazało się, że jest więcej długów niż pozytywów.

Jak to działa? Skupiamy naszą uwagę na pewnej sytuacji, która nas czeka. Nasz świadomy rozum przyjmuje do wiadomości, że  jest to naprawdę ważne. Zaczynamy się martwić, czyli nasz umysł zaczyna analizować, co się stanie „jeśli się nam nie uda”. Jest to naturalna reakcja, która pozostała w nas jeszcze z czasów, kiedy musieliśmy walczyć o ogień. Jednak dziś, w dobie komputerów i podróży na księżyc, to psychiczne nastawienie organizmu na przewidywane niebezpieczeństwo nie sprawdza się już tak, jak kiedyś. Przypomnijcie sobie najbardziej stresującą sytuację w waszym życiu. Jako przykład weźmy maturę. Jak w psychice wygląda ten egzamin?

1. Rodzice, przyjaciele, znajomi wmawiają nam już od najmniejszych lat, że jest to „najważniejszy egzamin w naszym życiu” i od niego wiele zależy.
2. Nasz umysł przyswaja sobie tą informację przez długie lata, aż w końcu koduje sobie ją jako „pewniak” – tak na pewno jest, skoro wszyscy to powtarzają.
3. Gdy zbliża się nasz wielki dzień matury, nasze otoczenie dolewa oliwy do ognia, powtarzając nam w kółko „nie martw się”, co nasz umysł interpretuje jako „martw się”.
Zaraz przed maturą, nasz umysł zaczyna przygotowywać nas na poradzenie sobie z niebezpieczeństwem – w tym przypadku nie chodzi o walkę z niedźwiedziem, ale o zapełnienie pismem kilku kartek papieru. Jednak on o tym nie wie. Procedura przygotowania nas na niebezpieczeństwo jest taka sama. Jaki jest efekt? Nie potrafimy myśleć o niczym innym. Ba, często nawet nie potrafimy się skupić na zadaniach, które wymagają dużego obciążenia psychicznego, bo nasz umysł jest zajęty analizą skutków. W głowie pojawiają się nam kolejne obrazy, na których widzimy siebie bez matury, widzimy, że nie dostajemy się na studia, nie dostajemy pracy…

Ale jest jeszcze jedna sprawa związana z martwieniem się. Im dłużej się martwimy, tym jest bardziej pewne, że popełnimy w końcu jakiś błąd. Żeby nie było, że jestem gołosłowny, stwierdzenie to jest poparte badaniami przeprowadzonymi na słuchaczach kursów na kontrolerów lotów, gdzie prawdopodobieństwo że zawiodą osoby, które odczuwają ustawiczny niepokój, jest dużo większe, niż w przypadku osób spokojnych. Bardziej przyziemnie, wystarczy spojrzeć na praktyczny egzamin na prawo jazdy – im bliżej końca egzaminu, tym bardziej prawdopodobne, że nasza psychika nie wytrzyma i popełnimy jakiś błąd. Jak ja poradziłem sobie z tym problemem? Dzień przed egzaminem, wieczorem jeździłem sobie na placu manewrowym. Wszystko oczywiście wychodziło elegancko. Na egzaminie, gdy usiadłem za kierownicą, zacząłem usilnie myśleć, że jest to zwykła jazda na placu manewrowym, tak jak poprzedniego dnia, nie mająca żadnych konsekwencji. Efekt? Faktycznie przestałem się przejmować. Stres pojawił się dopiero pod koniec jazdy po mieście, gdy pojawiły się myśli, typu: „Egzamin zbliża się do końca, żebym tylko teraz nie popełnił jakiegoś błędu.”

Trochę pozytywnych emocji…

Poprzedni post pisałem tak naprawdę na początku tygodnia, wtedy faktycznie dopadł mnie mały dołek. Ale to się zdarza każdemu, ważne, żeby nie popadać w zbyt melancholijny stan i wziąć się do roboty. Dzisiaj, słoneczko pięknie świeci, ptaszki śpiewają a mnie zupełnie zalały pozytywne emocje. Zamiast piwa, przypomniałem sobie gdzie w domu schowany jest blender. Mój przepis na dziś: kilka mandarynek, jedno jabłko, jeden pomarańcz i 2 setki Litchi (20% likier o smaku, oczywiście, litchi). Podawać mocno schłodzone.

Ciągle zarzucam sobie, że nie daję z siebie wszystkiego. Codzienna praca załatwia jedno zadanie, czyli zbieranie funduszy. Jeżeli chodzi o naukę języka, jak na razie ograniczam się do tego, czego nauczę się w praniu (raczej wszędzie się dogaduje – nie wiem jak to jest możliwe, skoro mój zasób słownictwa liczy, nie przesadzając, może jakieś 100 słówek). Zaraz po napisaniu posta biorę się za naukę kolejnych, zobaczymy jak wyjdzie to w kolejnych dniach. Po co jeszcze ja tutaj siedzę? Zdobycie nowych kontaktów, tak, networking jest bardzo trudny, jeśli nie można porozumieć się z drugą osobą. Wiec ten punkt praktycznie nie jest realizowany. To chyba tyle…

Wczoraj natknąłem się na gostka, który prowadzi „tabelkę motywacyjną”, o dziwo on-line. W wierszach zadania jakich się podejmuje (znalazły się też takie jak „dokładne mycie zębów”), w kolumnach zaś umieścił dni miesiąca. Fajnie wiedzieć, kiedy nie umył zębów. 🙂 Muszę też chyba zastosować coś takiego u siebie, później ją naszkicuję. Najpierw francuski, potem rozpalić grilla – potem nie wiem co się stanie, wiem za to, że rano muszę wstać do pracy, więc wielkiego szaleństwa nie będzie.

Kryzysy małe i duże

Witam po dłuższej przerwie. Otóż pewnego czasu dopadła mnie niemoc twórcza. Totalny brak motywacji. Może jest to spowodowane zmęczeniem, bo po całym dniu w pracy i w korkach myślę już tylko o tym, żeby napić się piwka i czym prędzej wdrapać się do mojego łóżka (które zamontowałem sobie pod sufitem:) ). Być może doskwiera brak osób w moim otoczeniu, które nadają na tych samych falach.

Jadę do domu, słucham dynamicznej muzyki, wciskam gaz, przepycham się w niekończących się korkach i czuję się dobrze. W głowie pojawia się pełno pomysłów, pełno zadań.  Czuję że mogę zrobić wszystko. Wchodzę do domu, siadam przy komputerze, uruchamiam program i… wszystko przechodzi. Włącza się program lenia. Tak, po prostu mi się nie chce. I co dziwniejsze, to doprowadza mnie do szału. Zaczynam tłumaczyć sobie, że nie dam rady, że ten projekt jest dla mnie zbyt ciężki, zbyt skomplikowany. I zaraz jestem przybity. Jednym słowem dopadł mnie poważny kryzys. Dziś z pomocą przyszedł do mnie ks. Pawlukiewicz (pełne nagranie z konferencji „Chcieć to móc” podlinkowałem na samym dole).

My, oczywiście, kiedy przezywamy kryzys, to chcemy z niego wyjść, bo to boli, bo człowiek się czuje tak paskudnie, ma takiego doła. Ale uważajcie, bo kryzysy są po to, żeby je przeżyć do końca. Kiedy ja bylem księdzem, takim bardzo młodziutkim, to przychodzili do mnie ludzie i mówili „Proszę księdza, bo ja mam kryzys”, to ja mówiłem „Słuchaj, ja cię zaraz z tego kryzysu wyciągnę, weź módl się, różaniec odprawiaj, pościj. Nie łam się, wszystko jest w porządku, zobacz, słońce świeci”. A potem ktoś mi powiedział „A skąd ty wiesz, że ten człowiek nie miał przeżyć tego kryzysu? I przez ten kryzys pozna prawdę o sobie.” Pamiętajcie, że jak pociąg jedzie w tunelu, to się z niego nie wysiada. Niech nigdy nikt z was nie próbuje wysiadać z pociągu kiedy jedzie w tunelu. Pociąg musi przejechać przez tunel. Człowiek musi czasem przejechać przez trudną sytuację, przez kryzys. My koniecznie… jak mam kryzys, ktoś powie: „A wypiję sobie piwko, dwa, to mi przejdzie. wezmę sobie jakąś pigułkę, prozak, jakąś depresyjną, to mi przejdzie. Zadzwonię do kumpeli, dziewczyny mają na kryzysy różne sposoby. Pójdę do Horteksa, jak sobie walnę podwójną ambrozję to mi zaraz kryzys przejdzie, prawda, film sobie jakiś obejrzę”. Otóż ostrożnie! Kryzys można znieczulić, kiedy już jest tak nieznośnie bolesny, ale on może nam coś powiedzieć o tych [naszych] pragnieniach.

Polecam zarezerwowanie sobie ok 80 minut, tak aby nikt nam nie przeszkadzał, abyście mogli w spokoju obejrzeć całość. Powyższy cytat jest wyrwany z kontekstu, a naprawdę ks. Pawlukiewicza warto posłuchać (nawet jeśli jesteś niewierzący też znajdziesz coś dla siebie). Zwłaszcza spodobały mi się fragmenty o „dziewczynach z grup religijnych i ich peryskopach” oraz o tym, że najgorsze co nas może w życiu spotkać to „stagnacja bez marzeń”.

Część 1 | Część 2 | Część 3 | Część 4 | Część 5 | Część 6 | Część 7 | Część 8

Napięty grafik a ostrzenie piły

Masz bardzo napięty grafik, ale co tam, stoisz właśnie u stóp przepięknego i bardzo starego lasu. – Wejdę sobie na chwilę – myślisz – może znajdę jakiegoś grzybka. Nagle widzisz drwala, który mozolnie, w pocie czoła, ręczną pilą ścina wielkie drzewo. Przyglądasz mu się chwilę, widzisz, że staruszek już ledwie zipie, więc zagadujesz – może Pan usiądzie na chwilę i zaostrzy piłę. Na co drwal nie przerywając cięcia odwraca się w Twoją stronę i z grymasem na twarzy mówi – Nie mam czasu, muszę ściąć to drzewo. Rozmowa trochę się nie klei, więc nie będziesz dłużej przeszkadzać mu w pracy. Idąc dalej, zaczynasz myśleć, czy przypadkiem nie zachowujesz się tak samo jak ów drwal. Czy Twoja piła nadal jest ostra i tnie drzewo z maksymalną siłą? Czy Ty masz jeszcze siłę aby dać z siebie maksimum swoich możliwości? Pośród zgiełku dzisiejszej miejskiej dziczy, pośród zabiegania, wiecznych terminów i problemów zatrzymaj się na chwilę. Niech reszta społeczeństwa biegnie sobie dalej, jeśli chce. Ale Ty usiądź i pomyśl, zobacz jak piękny jest świat. Gdy stoisz w korku spójrz w niebo, zobacz w jak piękne wzory układają się chmury. Wracasz po zmroku do domu, spójrz z innej perspektywy na starą uliczkę, którą przechodzisz codziennie już od 15 lat. Wyobraź sobie, jak wyglądała ona 100 czy 200 lat temu. Dostrzegaj piękno wokół siebie.

Istnieje w polskich górach taka mała miejscowość, w której wychowałem się. Gdy stałem przed wykonaniem dość trudnego zadania, wymagającego np. mnóstwo kreatywności czy też bardzo złożonego, często wychodziłem na zbocze jednej z gór, skąd miałem doskonały widok na całą miejscowość, pobliskie góry oraz tatry. Dodatkowym atutem jest to, że nikt nie raczył mi przeszkadzać. Uzbrojony bylem tylko w notatnik i długopis. Leżałem na trawie wpatrzony w krajobraz. W takich warunkach przychodzą do głowy najbardziej genialne myśli i najprostsze rozwiązania. Gdziekolwiek teraz dłużej przebywam, zawsze najpierw szukam takiego miejsca, mojego «sacrum». W Paryżu jest to miejsce, skąd mogę obserwować lądujące i startujące samoloty na lotnisku CDG lub ławeczka pod placem Trocadéro, tuż u stóp wierzy Eiffla (wiem, że to bardzo zatłoczone miejsce, ale jakoś umiem się wyłączyć na cały ten zgiełk panujący wokół).

Nasze ostrzenie piły powinno przebiegać w 4 płaszczyznach: fizycznej, umysłowej, społeczno-emocjonalnej i duchowej.

Jest to tak ważne, że tworząc swój grafik powinieneś przeznaczyć odpowiednią ilość czasu, aby zadbać o każdy z tych czterech elementów.

O zarządzaniu czasem słów kilka

Czy to prowadzimy swój biznes, pracujemy na etacie czy uczymy się, większość z nas boryka się z tym samym problemem: ” Nie mam na nic czasu, tyle obowiązków, tyle zadań, nie wyrabiam się!” Faktycznie, umiejętność efektywnego zarządzania swoim czasem jest tak ważna w naszym, coraz szybszym społeczeństwie, jak umiejętność czytania czy obsługi komputera. Zanim jednak zaczniemy wprowadzać w nasze życie istną rewolucję, pamiętajmy o tym, że nasze życie składa się z samych wypadkowych. Często bardzo trudno przewidzieć nam ile dokładnie czasu zajmie to konkretne zadanie, ile czasu będziemy jechać na spotkanie oraz czy w ostatniej chwili nie wyskoczy nam coś bardzo pilnego. Właśnie w pewnym momencie zauważyłem, że wszystkie swoje plany bez większego wysiłku obracałem w proch poprzez ich zmianę w ostatniej chwili. Czy to jakiś nieplanowany wyjazd czy choćby wypad z kumplami na piwo. Zostawiałem swoje „ważne” zadania, w ich miejsce wpychając te „mniej ważne” lub „bardziej przyjemne”. Choć dziś lubię działać impulsywnie, gdy zaplanuję sobie pewne zadanie i oznaczę je jako „ważne”, wiem że muszę je wykonać żeby być z siebie zadowolonym. Bardzo przydaje się tutaj zasada „kolejności wpisu”. Jeśli 2 tygodnie temu umówiłem się z kimś na spotkanie, a w tym tygodniu ktoś inny próbuje się wcisnąć na ten termin, słyszy krótkie „Sorry, ale wtedy jestem już bardzo zajęty”. Niestety spotykam się też z tym, że niektórzy ludzie nie są w stanie tego do końca zaakceptować.

Jako że lubię mieszać, wziąłem kilka technik efektywnego zarządzania czasem, wrzuciłem je do jednego kotła i wyszła dość dobra zupa. Pierwszym składnikiem jest tzw. kwadrat Eisenhowera. Musimy uświadomić sobie, że nasze «sprawy» czy «zadania» możemy podzielić zarówno na ważne jak i nie ważne oraz na pilne i nie pilne.

Kwadrat Eisenhowera

Jednak tutaj pojawia się pytanie: jak odróżnić je od siebie?  W przypadku spraw pilnych i niepilnych sprawa jest stosunkowo prosta, ponieważ wystarczy sprawdzić termin realizacji konkretnego zadania. Jeśli upływa on, np. za 3 minuty, to tak, sprawa jest pilna i to nawet bardzo. Jeśli nie ma terminu lub jest on odległy – wiadomo, możemy zostawić sobie ją na później, a teraz zająć się czymś przyjemniejszym. NIE! Wykonaj ją teraz, skreśl z listy aby już dłużej Cię nie męczyła. Sprawy, które odkładamy w nieskończoność staną się w końcu dla nas źródłem niepokoju, stresu czy zmartwienia. Pozbywajmy się ich więc jak najszybciej.

Nieco większy problem jest z odróżnieniem spraw ważnych od tych mniej ważnych. Proponuję tutaj takie podejście. Weź kartkę i długopis. Już? Okej, wypisz na niej maksymalnie 6 ról, jakie masz do spełnienia w perspektywie, powiedzmy, jednego tygodnia. Otóż tak, każdego dnia, każdy z nas gra w niekończącej się telenoweli do której scenariusz pisze życie. Może jesteś mężem lub żoną, może ojcem lub synem, może masz dziewczynę czy chłopaka, jesteś katolikiem, sportowcem, studentem lub uczniem. Prowadzisz własny biznes lub pracujesz na etacie. Jeśli już wypisałeś swoje role, do każdej z nich przypisz maksymalnie 3 konkretne cele (co chcesz osiągnąć, w jakim terminie i w jaki sposób to zmierzysz). Oto przykład:

Zapamiętaj sobie teraz, że tylko te sprawy, które tyczą się bezpośrednio wypisanych ról i celów są ważne. Tylko te, dzięki którym polepszysz swoje relacje z rodziną czy przyjaciółmi. Tylko te zadania, które przyniosą Ci największą wartość dodaną (najwięcej się nauczysz, najwięcej zarobisz, zbierzesz dużo doświadczenia). Wszystkie inne sprawy są dla Ciebie mniej ważne lub nawet wcale nie powinieneś zaprzątać sobie nimi głowy, drogi czytelniku. Aby nie przedłużać, tym pozytywnym akcentem zakończę pierwszą część dotyczącą zarządzania czasem (lub „sobą w czasie” – jak to niektórzy zwykli mawiać).

Boso po złoto

Cejrowski w swoim programie „Boso przez świat” odwiedził niegdyś tereny, gdzie wydobywa się złoto. Pod koniec programu poruszył bardzo ciekawy temat. Zapytał, dlaczego złoto przedstawia tak dużą wartość, dlaczego wkładamy tyle wysiłku aby je wydobyć i oczyścić? Jakieś pomysły?

.

.

– bo jest piękne
Tombak wygląda identycznie, a nie cenimy go tak, jak złoto.

– bo jest rzadkie
Jest wiele metali czy pierwiastków, które występują o wiele rzadziej lub w trudniej dostępnych miejscach.

– bo nie rdzewieje
Dlaczego więc nie wytwarzamy obrączek z metalu nierdzewnego lub na przykład aluminium?

Odpowiedź jaką podał Cejrowski, zaskoczyła pewnie większość widzów. Ja jednak zgadzam się z nią, i cieszę się, że w publicznej telewizji są ludzie, którzy od czasu do czasu zajmują się uświadamianiem.

P S Y C H O L O G I A

Wszystko to leży w naszej psychice. Żyjemy w schematach, które narzuca nam społeczeństwo. To właśnie społeczna opinia o tym, że złoto jest wiele warte nadaje mu ową wartość nominalną. Podobnie, choć nieco bardziej skomplikowanie, jest z pieniędzmi. Oczywiście bez pieniędzy nie da się żyć, wiem o tym dobrze. Jednak biada tym, którzy stawiają sobie pieniądze w centrum swojego życia.

Co  powoduje, że

jest więcej warte niż

Kiedyś każdy dolar był wymienialny na złoto. Gdzieś w Stanach leżało sobie ono bezpieczne w fortach, a na dolarach widniał napis „Wymienialny na złoto”. Jeżeli ktoś w tamtych czasach chciał wymienić sobie banknot na kruszec, odwiedzał bank, gdzie oddawał banknot a wychodził z odpowiednią ilością uncji złota. W czasie pierwszej wojny ta wymienialność została utracona i pomimo prób nie udało się jej już na stałe odzyskać. Dziś na banknotach widnieje jedynie napis „Legalny środek płatniczy”. Czym więc jest dziś ten kawałek papieru z nadrukowanym nominałem i głową prezydenta? Zapamiętaj:

„Pieniądz jest miernikiem wartości Twojej pracy”

a w żadnym wypadku nie powinien być Twoim celem!

Co według mnie ma największą wartość w życiu?
– rodzina, miłość, wspólne zrozumienie i wspieranie się,
– przyjaciele, czas spędzony w gronie najbliższych osób,
– pomaganie innym, wspieranie tych, którzy tego potrzebują,
– podróżowanie, poznawanie innych ludzi, światów i kultur.