„Niszczycielskie mikropęknięcia duchowego kadłuba”

marquee-747Syr 15, 15-20
1 Kor 2, 6-10
Mt 5, 17-37

Jest 25 maja 2002 roku. Samolot pasażerski Boening 747 należący do Chińskich linii lotniczych znika z radarów podczas wznoszenia się na wysokość przelotową. W czasie akcji poszukiwawczej odnaleziono 640 fragmentów maszyny, która rozpadła się w powietrzu. Zginęło 225 osób. W branży lotniczej zapanowała panika – jak to samolot, który był „w pełni swoich sił”, który był regularnie serwisowany, mógł rozpaść się w powietrzu. W czasie skrupulatnego śledztwa wykazano, ze przyczyną oderwania się ogona samolotu były mikropęknięcia – pozostałość po źle wykonanej naprawie, która miała miejsce 22 lata wcześniej. Choć miliony samolotów latają po niebie, ten jeden nie dotarł do celu. Mimo to, wg. raportów, latanie i tak jest jednym z najbezpieczniejszych środków transportu.

Czytaj dalej

Mojżesz #2: Mój plan kontra Boży plan…

IMG_3836 (pytajnik)„Panie Boże, niech się dzieje wola Twoja, byle by tylko z moją zgodna była…” Zaraz, przecież to jakoś nie tak szło. To jak to jest z tym powołaniem? Skoro Bóg nas stworzył, ukształtował, wymyślił sobie nasze życie, to gdzie tu jest miejsce na wolną wolę? A co, jeśli ja mam inny plan niż Pan Bóg? To co wtedy zrobić z tym konfliktem interesów?

Czytaj dalej

Mojżesz #1: Jak to jest z tym powołaniem?

IMG_3836 (pytajnik)

Pytanie o powołanie jest chyba najczęściej powtarzanym pytaniem. Pokuszę się o taką tezę, że jest może nawet najczęściej stawianym przez ludzi pytaniem. Bo niby wiadomo, o co chodzi ale tak nie do końca.

Czytaj dalej

Warto żyć codziennie… ekstremalnie.

W piątek przed Wielkim Tygodniem, dokładnie 5 lat po pielgrzymce do Chartres wziąłem udział w Ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Wyczyn jak to wyczyn, 41 km z Krakowa do Kalwarii w nocy, w deszczu i błocie. Zanim ruszyłem na trasę modliłem się nawet, żeby nie był to zwykły wyczyn ale forma modlitwy, głębsze przeżycie Drogi Krzyżowej. Jak się wkrótce okazało, tak właśnie się stało. Mniej więcej w połowie trasy moje kolano zaczęło dawać o sobie znać, zwłaszcza podczas schodzenia z góry. Błoto i kamienie obciążające buty zrobiły swoje. I wtedy zacząłem myśleć, że nie dam radę iść dalej, zacząłem myśleć o tym, żeby się poddać. Zwłaszcza gdy wspinaliśmy się na górę a przede mną była perspektywa stromego zejścia. Wiedziałem, że to ja wstrzymuję całą grupę. Choć odległość do celu malała i zostało ok 10 km to prędkość marszu bardzo spadła. Nic by mi jednak nie dało, gdybym odpuścił w górach, bo kto by mnie stamtąd ściągnął. Musiałem więc dojść do najbliższej drogi. Ale powiedziałem już sobie, że dalej nie idę. Jakoś dotrę sobie do Krakowa.  EDK mnie pokonała. I wtedy stał się cud. Czytaj dalej

Gawęda o Lectio Divina

Wyobraź sobie, że jesteś bajkową postacią. Wchodzisz właśnie na pokład wspaniałego, luksusowego promu o tajemniczej nazwie „Życie”. W oddali widać plażę. Spójrz na taflę wody, widać przez nią dno. Jest płytko.

Statek odpływa. Silniki mielą wodę i wielki prom powoli przesuwa się ku nieznanemu. Ale nagle coś przykuwa twoją uwagę. Zatrzymujesz silniki i kolos zaczyna zatrzymywać się. Patrzysz na taflę wody, niczym nie różni się od tej, która była przy brzegu. Ubierasz akwalung i gdy tylko przekraczasz lustro wody dostrzegasz różnicę – pod tobą otwiera się bezkresna głębina. Czytaj dalej

Nocne wędrowanie.

Kilka lat temu, kilku kolegów wpadło na pomysł, aby przejść trasę z Piekar Śląskich do Częstochowy, „na przekór” w nocy. Spodobała mi się ta idea, bo ogólnie lubię różnego rodzaju wyzwania. Nie wiedziałem jednak czy uda mi się wybrać. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazało się, że nie ma żadnych przeciwwskazań, więc spakowałem plecak i ruszyłem na dworzec PKP. Poznałem w ciągu tego tygodnia wielu wspaniałych ludzi, młodych i silnych duchem. Sam natomiast wyniosłem kilka wniosków.

  1. „Nasze cierpienie nabiera sensu w blasku intencji”
  2. „Już podjęcie walki jest zwycięstwem”
  3. To zmaganie, wędrówka, walka z samym sobą, zaparcie się siebie
  4. Tylko z Bogiem jesteśmy w stanie wygrać tą bitwę [życie] 


Coś dla ducha i dla ciała

„42 Trwali oni w nauce Apostołów i
we wspólnocie, w łamaniu chleba i w
modlitwach. (…) 44 Ci wszyscy, którzy
uwierzyli, przebywali razem i wszystko
mieli wspólne. (…) 46 Codziennie trwali jednomyślnie
w świątyni, a łamiąc chleb po domach,
spożywali posiłek w prostocie serca.
47 Wielbili Boga, a cały lud
odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś
przymnażał im codziennie tych, którzy
dostępowali zbawienia”
…………………………………………………………[Dz 2, 42-47]

Prawdziwy chrześcijanin musi być mocny duchem.  Modlitwa, Eucharystia, Komunia – umacnia naszego ducha! Ale oprócz tego, ważna jest też wspólnota. Dzisiejszy świat próbuje nam wmówić, że liczy się jednostka – że liczę się tylko ja. To przepiękny cytat z Dziejów Apostolskich. Warto nad nim chwilę się zatrzymać i pomyśleć – jak mam wprowadzić go w życie. W sobie, w rodzinie, we wspólnocie, w parafii…  We wspólnocie możemy się bawić, cieszyć, tańczyć – poznawać lepiej siebie i Boga. I tą wspaniałą tajemnicę nieskończonej miłości.

[youtube:http://www.youtube.com/watch?v=bTRNrH4grqw%5D

Jak to jest z tymi bogaczami?

Ostatnio wpędziłem się w dość ładny kryzys – jednak nie była to jakaś odmiana depresji, a kryzys związany z wiarą. Tak „napompowałem się” homiliami ks. Pawlukiewicza, że o mały włos, a z miejsca wstąpiłbym do seminarium lub pierwszego lepszego zakonu. Na szczęście udało mi się ochłonąć i z tego całego chaosu powoli wyłaniają się ładne i zgrabne wnioski. Mój, ledwie trzymający się kupy, budowany od dzieciństwa domek z patyczków poszedł z dymem a przez ostatnie kilka tygodni wziąłem się za kopanie fundamentów pod to, na czym będę budował i opierał swoje życie. Gotowi? No to jazda…

Czy da się połączyć wiarę i popęd do sukcesu?

Pytanie zasadnicze: jak to jest z tymi bogaczami i z ich zbawieniem? Przez kilka ostatnich niedziel przewijał się w tekstach liturgicznych ten temat, więc mamy dobry materiał aby ulepić z tego jakieś konkretne wnioski. Usłyszeliśmy między innymi przypowieści o nieuczciwym rządcy i o bogaczu który trafił do piekła a biedak do nieba oraz przestrogę proroka Amosa dla tych, którzy oszukują na cenach i wagach. Linki do tych tekstów znajdziecie na końcu postu. Doszedłem do wniosku – z pomocą Magdy, która pomogła mi zebrać myśli w konkretne zdania – że na to pytanie nie ma odpowiedzi. Nie, i koniec! A dlaczego? Bo po prostu jest źle sformułowane. Rozmawiamy tutaj o dwóch zupełnie różnych rzeczach. Możemy być bogaci i trafić do piekła ale i równie dobrze możemy prowadzić życie w stylu od pierwszego do pierwszego i w końcu też wylądować w kotle z rozgrzanym i kipiącym bólem duszy. Należałoby postawić tutaj inne pytanie: „Czy jestem na tyle dojrzały duchowo i mam na tyle mocny fundament wiary aby stawić czoła pokusom tego świata i mamony?”. Od pewnego czasu chodzi za mną pewne zdanie:

Aby osiągnąć zbawienie musimy „umrzeć dla świata”!

Część osób, którym powiedziałem to zdanie, rozumieją to na dwa sposoby:
– umrzeć fizycznie (no tak, w sumie jest to warunek zbawienia, ale nie o to chodzi),
– zostać pustelnikiem i żyć o tym co się zbierze i upoluje (też jest to jakieś wyjście),
albo po prostu zmieniają temat lub pytają, czy ze mną aby na pewno wszystko okej…

Tymczasem, chrześcijaństwo – a więc nasz Bóg – zachęca nas do tego aby pragnąć, aby marzyć i dążyć do realizacji naszych marzeń. Ale uwaga! „Umrzeć dla świata” oznacza, że mamy wycofać się z ludzkich, niezdrowych popędów i konkurencji. Przykładowo: świat próbuje nam wmówić, że homoseksualizm jest alternatywą dla heteroseksualnych związków, że każdy normalny człowiek odwiedza raz w tygodniu burdel, że pieniądze dadzą Ci wszystko, czego zapragniesz, że Twój szef niszcząc Twoją psychikę robi to dla Twojego zdrowia, że polowanie na laski to nowy sport olimpijski itd, itp, etc… Przykłady można by mnożyć w nieskończoność, wystarczy otworzyć jakiś portal czy gazetę dla młodych. A Bóg mówi nam inaczej: „skończ z tym wszystkim, odetnij się od tego i skup na tym, co jest najważniejsze w życiu – na zbawieniu. Rozwiń w sobie miłość do drugiego człowieka, naucz głębokiej modlitwy, bądź wierny swojemu powołaniu, 10 przykazaniom i nowemu przykazaniu oraz bądź gotowy w każdej chwili rzucić wszystko, wziąć swój krzyż i iść za mną.” Pamiętacie przypowieść o bogatym młodzieńcu, który zapytał Jezusa co ma czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Usłyszał, że ma rozdać wszystko i iść za Jezusem – a jako że posiadał wiele, odwrócił się i odszedł. A więc doszedłem do jasnego wniosku:

Nie bój się pragnąć!

Jak przekłada się to na nasze dzisiejsze życie? Chcesz mieć dużą, dochodową firmę? Nie ma problemu, jednak jeśli oprzesz ją na kłamstwach i oszustwach skończysz w piekle. Pamiętaj też, że musisz być gotowy, aby gdy usłyszysz słowa Jezusa „chodź za mną” rzucić to wszystko… Wydaje mi się, że wiąże się to z kolejną pokusą świata – im więcej posiadasz, tym trudniej się od tego uwolnić. Mój proboszcz jest tego bardzo dobrym przykładem. Kiedyś grał zawodowo w hokej na lodzie i sport był dla niego wszystkim, osiągnął wiele, łącznie ze skopaniem tyłków ZSRR na międzynarodowej olimpiadzie w  latach 70. Ale był w stanie poświęcić to wszystko, aby podążyć za Chrystusem.

Czytania: 19 września – XXV niedziela zwykła
Czytania: 26 września – XXVI niedziela zwykła

Rozwój duchowy

W którymś z poprzednich postów wspomniałem, że w życiu poszukuję równowagi pomiędzy moją religią, czyli fundamentami i zasadami chrześcijaństwa a popędem do sukcesu i bogactwa w życiu doczesnym. Wydawałoby się, że są to dwa antagonizmy. Przecież słyszymy w kościele, że biedni i bezdomni będą błogosławieni a bogacze z niczym odprawieni. Jednak analizując głębiej istotę wiary, sprawa nie jest już tak oczywista. Obiecałem Wam publikować wszystko to, co odkryję. Jednak aż do dziś nie dotrzymałem tej obietnicy. Czas to zmienić! Nie od jutra, ale dzisiaj! Zapinamy pasy i ruszamy w podróż po naszych duszach, nawigując wedle nowej kategorii na blogu – „Rozwój duchowy”.

Od dłuższego czasu spotykam naprawdę wspaniałych ludzi, niektórzy dosłownie pojawiają się w chwilach kryzysu, by dodać mi niesamowitego kopa i natychmiast zniknąć. Inni znów wyjaśniają mi pewne sprawy, nurtujące mnie pytania czy obawy. Dużo się nauczyłem. Dużo zmieniłem w swoim życiu wewnętrznym. Choć wiem, że wiele, wiele jeszcze pracy mnie czeka i nikt nie obiecuje że będzie lekko. Wręcz przeciwnie. Muszę przygotować się na płacz, zgrzytanie zębów, potoki krwi i potu. Bo w ten sposób rozwija się swoje wnętrze. Ale wiem, że z pomocą Boga, z pomocą moich najbliższych i ludzi, którzy są dla mnie jak sensej dla swego ucznia, dam radę i w końcu końców osiągnę mój nowy, główny, dopiero od niedawna świadomy cel – zbawienie do życia wiecznego.

Chciałbym Wam to wszystko opowiedzieć, ale nie wiem jak – chociaż długo nad tym myślałem. Co najważniejsze, chrześcijaństwo nie jest religią poznania i zasad a religią dotknięcia i miłości. Przykładowo jak opisać wam uczucie, jakie ogarnęło mnie w ubiegłą niedzielę, gdy po wieczornej mszy i wspólnym śpiewie z grupą Oratorio, usiadłem na chwilę w ławce cichego i przygaszonego już kościoła, aby poważnie porozmawiać z Panem Bogiem. Jedyne co nasuwa mi się na myśl to porównanie do głębokiego stanu relaksu. Mogę Wam pisać, że było mi tak miło, że nie chciałem tego przerywać itd, ale jeśli, drogi czytelniku, nie doświadczyłeś tego nigdy – ciężko będzie Ci to zrozumieć. Ponadto u każdego z nas proces „formowania” wiary przebiega zupełnie inaczej. Każdy z nas ma inne wspomnienia z dzieciństwa, różne nawyki fizyczne i myślowe, inne priorytety i przebywa w innym otoczeniu – choć wyglądem jesteśmy do siebie zbliżeni, nasze dusze odległe są o całe wszechświaty. Dlatego to dotykania tej metafizycznej rzeczywistości i odczuwania miłości doświadczamy w różnym stopniu (i odmianach).

Na dzisiaj wystarczy. Ze spraw organizacyjnych chciałem was poinformować, że postanawiam regularnie publikować posty z częstotliwością jednego (lub dwóch – jeżeli siły pozwolą) w tygodniu. Spodziewajcie się nowości w każdą niedzielę wieczorem. Drugi post publikować będę w środę wieczorem. Zapraszam serdecznie do obserwowania mojego blipa – tam dostaniecie najświeższe informacje o mnie i moim blogu.

Prawdziwy cel życia…

„Pytania do świętych” (tekst: ks. Pawlukiewicz)

Przy drodze żebrał ślepiec stary,
Wciąż pustą miał żebraczą, drżącą dłoń,
Bo wszyscy, którzy go mijali
Widzieli jeszcze mniej niż on.

Aż dnia pewnego podniósł głowę,
Bo drogą tłum radosny blisko szedł
I krzyknął: „Błagam niech ktoś powie,
Ja Bartymeusz pytam się.”

Czytaj dalej