Mój biznes, v3: „Fundamentalne pytania 1”

1. Jaki jest cel tego wszystkiego, co chcemy osiągnąć?

Praca w firmie na etacie jest w pewnym sensie zaspokojeniem jednej z podstawowych potrzeb człowieka – potrzeby bezpieczeństwa, w tym przypadku finansowego. Ogranicza ilość decyzji, które musimy podejmować oraz naszą odpowiedzialność. Dlatego wiele ludzi, którzy są zdolni do tego, aby osiągnąć w życiu znacznie więcej ale boją się wychylić poza swoją strefę komfortu, pozostają na etacie. Niestety jest to bardzo złudne uczucie. Nikt nie zagwarantuje wam, że firma, która daje wam owe poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji będzie za miesiąc nadal istnieć (skoro nawet informacja o nieuchronnie zbliżającej się katastrofie General Motors była utrzymywana w tajemnicy aż do samego końca), a co ważniejsze, my, jako zwykli pracownicy, nie mamy na to żadnego wpływu.

Czy założenie własnego biznesu jest lepszym pomysłem? Zastanów się, ile jesteś w stanie zarabiać na rękę, pracując na etacie. Około 1.000 – 2.000 zł? Może jeśli zostaniesz po godzinach, jeśli wykonasz kilka dodatkowych projektów wyjmiesz 4.000 zł? Teraz pomyśl, jakiej wysokości miesięczny zysk może przynieść Ci własna firma? Czy różnica między pierwszą a drugą kwotą usprawiedliwia nieprzespane noce, pracę od poniedziałku do niedzieli, stres, mnogość decyzji do podjęcia – czyli to, co na samym początku jest nieuniknione.


2. Jakie zasoby posiadamy lub jakich potrzebujemy i skąd je “wytrzaśniemy”?

Część ludzi na samym wstępie rezygnuje z przejścia na „swój rachunek”, ponieważ stwierdzają, że nie maja odpowiedniej ilości pieniędzy aby zgromadzić niezbędne narzędzia, materiały, zasoby etc. Proponuję nieco inne podejście. Zwróć uwagę na zasoby jakie już posiadasz. Być może są to pewne umiejętności, może masz samochód, którym do tej pory jeździłeś tylko na imprezy czy komputer na którym tylko grałeś? Pomyśl, jak możesz je wykorzystać. Może masz dostęp do jakiegoś lokalu w centrum miasta lub działkę w górach. Pomyśl o swojej sieci znajomych. Weź kartkę i narysuj na niej schemat. Wyrysuj na nim kogo znasz bezpośrednio, kogo znają Twoi znajomi lub rodzina i czyi mogliby Cię też zapoznać albo załatwić coś w twoim imieniu. Jakie otwiera to przed tobą możliwości?

Poszukaj możliwości sfinansowania swojego pomysłu. Może znasz kogoś, kto chętnie zainwestuje trochę pieniędzy w start-up. Popytaj o możliwości leasingowe, kredytowe, pożyczkowe. Jeśli Twój projekt jest innowacyjny możesz starać się o dofinansowanie z Funduszy UE lub od Business Angels. Z tego typu problemami będziesz musiał radzić sobie codziennie, nie traktuj ich więc jako przeszkód, których nie da się ominąć. Postaw sobie cel i szukaj sposobu, aby go zrealizować. To jest podstawowa cecha ludzi sukcesu.


3. W jaki sposób chcemy wygenerować zyski?

Jest to chyba najważniejsze pytanie, na które musimy znaleźć odpowiedź. Musimy wiedzieć, co dokładnie ma nam wygenerować zyski, dobrze, jeżeli jesteśmy w stanie w przybliżeniu określić, jakiej wysokości powinny być. Pozwoli nam to też odpowiedzieć na pierwsze pytanie „Czy warto?” i podjąć decyzję. Starając się o wszelkie dofinansowanie także musimy pokazać, co tak naprawdę będzie generować zyski. Warto zastosować tutaj metodę bardziej pesymistyczną, czyli planowane przychody nieco zmniejszyć, natomiast koszty zwiększyć, aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki.

Reklamy

Mój biznes, v2: „Projekt na sucho”

Mamy już pewien pomysł i przede wszystkim jesteśmy zdecydowani – działamy. Co dalej? Jestem gorącym zwolennikiem stosowania następującej procedury:
1. Planujemy „na sucho”,
2. Ruszamy powoli,
3. Testujemy założenia naszego projektu i korygujemy go,
4. Ruszamy pełną parą.

Jako że punkt 1. jest bardzo ważny i posiadam w tej materii już pewne doświadczenie, kilka następnych postów z cyklu „Mój biznes” będzie odnosiło się właśnie do niego. Zapinamy pasy i startujemy…

Zanim rozpoczniemy naszą działalność, musimy wiedzieć dokąd będziemy zmierzać. Nie chodzi tutaj tylko o to, że starając się o pożyczkę, kredyt czy dofinansowanie musimy przedstawić jakiś plan biznesu. Spisanie wszystkich założeń na kartce pomaga nam spokojnie spojrzeć na szkic naszej nowej firmy i zauważyć zawczasu ewentualne błędy lub niezbyt logiczne miejsca. Osobiście jakoś nie wyobrażam sobie, aby ktoś rysował projekt swojego domu dopiero w czasie jego budowy. Bo skąd byłoby wiadomo jakie mają być fundamenty i czy przy więźbie nie pojawi się jakiś poważny problem, który łatwo można było przewidzieć jeszcze na desce kreślarskiej?

Jak to wygląda u mnie? Jestem już pod koniec tego etapu. Tworzeniem takich projektów „na sucho” zajmuję się już kilka lat (pierwszy pomysł w mojej głowie rozwijał się już, gdy chodziłem do gimnazjum i wtedy to postanowiłem spisać go po raz pierwszy). Po maturze przez kilka tygodni przesiadywałem w bibliotece UE w Krakowie, aby nauczyć się „teorii” zarządzania firmą. W efekcie powstało ponad 70-cio stronicowe „Vademecum Zarządzania”, w którym zebrałem najważniejsze zagadnienia. Oczywiście ciągle czytam książki tematyczne, przeglądam blogi, fora i grupy dyskusyjne. Wszystko to, nawet „Empiryczna Akademia Sukcesu” tworzona jest w zakresie mojego projektu zwanego „EquadorProject” i zgodnie z jego podstawowymi założeniami i celami.

Co powinien zawierać taki projekt? Na to pytanie każdy z was powinien otrzymać indywidualną odpowiedź. Wszystko zależy od tego czy piszemy go dla kogoś, w jakimś konkretnym celu lub czy po prostu chcemy usystematyzować swoje myśli. Jeżeli projekt będzie ktoś czytał, zastanówmy się, jakich informacji będzie w nim szukał. Jeżeli będzie to pracownik banku z działu kredytów dla firm, najbardziej będzie go interesować, skąd pochodzić będą zyski i jaki pułap mogą osiągnąć, natomiast mniej istotny dla niego będzie system zarządzania prowadzonymi projektami. Gdy piszemy projekt dla własnych celów, po prostu weźmy kartkę (lepiej sprawdza się komputer lub tablica magnetyczna, bo można korygować nasze założenia nie skreślając innych) i piszmy co nam na duszy leży. W zależności od upodobań może to być tekst ciągły, schematy, rysunki czy wykresy (np. ja uwielbiam schematy rysowane w postaci algorytmów). Na pewno nasz projekt powinien odpowiadać na następujące pytania:
– jaki jest cel tego wszystkiego, co chcemy osiągnąć?
– jakie zasoby posiadamy lub jakich potrzebujemy i skąd je „wytrzaśniemy”?
– co dokładnie będziemy produkować, sprzedawać czy świadczyć?
– w jaki sposób chcemy wygenerować zyski?
– w czym jesteśmy lepsi od firm już istniejących na rynku?
– jak chcemy przyciągnąć do siebie i zatrzymać klientów?
– jak chcemy przyciągnąć do siebie i motywować pracowników?
– jakie będą procedury w firmie (zakupy, produkcja, sprzedaż, biuro)?
– jakie problemy mogą się pojawić?
– jaką formę działalności zastosujemy (jakie są skutki prawne)?

Postaram się przybliżyć Wam poszczególne pytania w kolejnych postach.

Mój biznes, v1: „Konflikt tragiczny”

Nie wiem jak to się ma prawnie, ale trochę zszokowało mnie, jak można zarabiać w dzisiejszych czasach, w wieku dwudziestu paru lat, 900 zł miesięcznie. Popytałem trochę i okazuje się, że faktycznie z dostaniem teraz pracy, a tym bardziej dobrze płatnej posady jest nie mały kłopot. Wydaje się, że jest kilka wyjść z tego konfliktu tragicznego:
– pogodzić się ze swoim losem (my Polacy zawsze mamy źle),
– szukać, szukać, szukać…
– wyemigrować na saksy (za tym wyjściem zdaje się być jakieś 98% ludzi)
– wziąć sprawy w swoje ręce i rozkręcić jakiś biznes.

Ostatnia droga z pozoru jest najlepsza. Jest tylko pewien problem. Znów na przeszkodzie staje nasza mentalność. Pojawia się szereg pytań i obiekcji:
– „Co będzie, jeśli się nie uda?”
– „Przecież państwo i tak nas wykończy podatkami!”
– „To zbyt ryzykowne!”
– „Ja się nie znam na prowadzeniu firmy!”
– „Nie podołam temu!”

Nawet, jeżeli ktoś ma jakiś pomysł, zaraz sam lub jego «dobrzy przyjaciele» swoimi «dobrymi radami» sprowadzają go do parteru, mówiąc „To nie jest takie proste!”. Sam często muszę się z tym zmagać. Problem polega na tym, że jeżeli nie podejmiesz męskiej decyzji, jeżeli nie spróbujesz, nigdy się nie dowiesz, jaką szansę powodzenia masz. Może być to 1%, może 99%. Ale mając już rodzinę na głowie, dom i kilka kredytów do spłaty nie będziesz już tak skłonny, żeby ryzykować i coś zmieniać w swoim życiu. A to nadejdzie szybciej niż myślisz.

Jaka jest moja «dobra rada»? Nie uciekaj od problemów, weź gruby pisak i zapełnij swoją czystą kartkę, swoje życie, pięknymi rysunkami a nie tylko kreskami bez ładu i składu rysowanymi czasem od niechcenia. Pomyśl, co lubisz robić? W czym jesteś dobry? W czym są dobrzy Twoi znajomi, przyjaciele, może ktoś z rodziny? Rozwijaj się. Dużo czytaj. Nie tylko gazety, ale książki i poradniki, blogi, grupy dyskusyjne. Postaw sobie cel i pozwól, aby sposób sam Ci się ukazał. Spisuj informacje, na które natrafiasz przypadkiem – wiem z doświadczenia, że często bardzo trudno do nich na powrót dotrzeć. Pomyśl trochę, jakiego efektu końcowego oczekujesz? Jak to zorganizować? Jak to robią inne, duże firmy? Im więcej dasz z siebie wysiłku „intelektualnego” tym lepszy efekt otrzymasz. Przekonaj siebie i innych że jest to możliwe!

Diagnoza? Pacjent umiera…

Odkąd pracuję, mam okazję oglądać skutki braku organizacji podczas prowadzenia projektów budowlanych. Jak w większości małych firm, panuje tutaj ogólny chaos. Spróbuję jednak jakoś poukładać to wszystko. Na początek kilka słów o samej firmie. Prowadzi kilka projektów, różnej wielkości (budowy od zera, remonty). Budowy porozrzucane są po całej aglomeracji (przejazd z jednej na drugą czasem zajmuje nawet kilka godzin). Prace prowadzi wielu pracowników o ścisłych specjalizacjach (elektrycy, hydraulicy, murarze, malarze etc.). Wydaje się, że nie da się prowadzić całego tego cyrku do celu bez konkretnego planu. Jak jednak okazuje się, są ludzie, którzy lubią tego typu „masochizm”.

Co z tego wynika?
– problem z ukończeniem robót w terminie – wystąpiła teraz, z pozoru śmieszna sytuacja, gdy właściciel na dniach chce wprowadzić się do swojego domu, w którym jednak prace są głęboko zaawansowane a okna jeszcze nie przyjechały z za granicy. Myślę, że dodatkowy komentarz jest zbędny.
– problem z nadzorem robót – często bardzo trudno ocenić wartość wykonanej przez pracowników pracy. Stąd na różnych poziomach organizacji występują, często nieuzasadnione spięcia.
– problem z zaopatrzeniem – częste braki lub spore nadmiary materiałów, brak pracowników lub sprzętu niezbędnego do rozładowania materiałów.

Obserwując całą tą sytuację stwierdziłem, że „ten okręt daleko nie dopłynie, roztrzaska się o najbliższą górę lodową”. Obym nie był złym prorokiem.

Czy można temu zapobiec?
Wszystkie te problemy można w pewien sposób rozwiązać. Armia amerykańska w czasach wojny wprowadziła w swoich fabrykach metodę PERT. Polega ona na tym, że każdy projekt dzieli się na kolejne etapy prac, do których przypisuje się czas realny (w jakim czasie powinno wykonać się daną pracę), czas pesymistyczny (jak długo to zajmie gdy wszystko pójdzie źle) oraz czas optymistyczny (ile czasu potrwa praca, gdy wszystko będzie się dobrze układać). Dodatkowo do każdego etapu przypisuje się pracowników i sprzęt – otrzymujemy w ten sposób grafiki dla pracowników oraz wykorzystania sprzętu. Możemy prosto policzyć koszty. Możemy sprawdzić, czy jesteśmy w stanie wyrobić się w terminie. Możemy zaplanować prace i dostawy nawet na kilka tygodni czy miesięcy w przód. W uproszczonej formie dobrze sprawdza się to także w małych firmach. Dlaczego większość ludzi woli utrudniać sobie życie?

Czym jest biznes?

Często spotykam ludzi, którzy chwalą się swoimi „biznesami”. Fakt, oni prowadzą firmy. Jednak przychodzą do pracy przed pracownikami, wychodzą ostatni. Ciągle muszą sami doglądać, czy prace idą jak powinny. Większość czasu spędzają też na pracy fizycznej. Wypłat oczywiście nie otrzymują – jeżeli zostanie jakaś nadwyżka przychodów nad kosztami to dobrze. Zresztą i tak nie mają czasu na wydawanie tych pieniędzy, skoro sami pracują 7 dni w tygodniu. Księgowość prowadzą tylko w celu rozliczenia się z Fiskusem. Czy to jest biznes? Nie. Jak pisze R. Kiyosaki, ci ludzie po prostu założyli sobie swoje miejsce pracy.

Firma jest odpowiednikiem dużego, nowoczesnego i skomplikowanego silnika. Przyjrzyjmy się, jak można go zbudować?
– Konstruktor A poświęca dużo czasu na zaprojektowanie silnika. Składa go powoli a dokładnie, element po elemencie. Wszystko idealnie dopasowuje, kalibruje. Po tylu zabiegach pozostaje tylko wlać olej i nacisnąć przycisk Start. Teraz możemy stanąć z boku i delektować się idealnym dźwiękiem oraz ogromną mocą.
– Konstruktor B jest innego zdania. Jak większość małych przedsiębiorców na szybko, bez zastanowienia, odpowiednich części i narzędzi skręca swój „silnik”. Jaki jest efekt? Małe prawdopodobieństwo że silnik zadziała. Jeżeli już odpali, ciągle trzeba go pilnować, regulować, naprawiać. Który z silników wolelibyście mieć w swoim samochodzie?

Zapewne większość z Was stwierdzi teraz, że jeśli nie ma się odpowiedniego wykształcenia nie da się profesjonalnie „zaprojektować” firmy. Oczywiście możecie zatrudnić do tego odpowiednią firmę konsultingową, która zatrudnia dziesiątki specjalistów z różnych dziedzin, a jej usługi liczone są w setkach tysięcy euro. Jakieś tańsze i bardziej przyziemne rozwiązanie? Tutaj najważniejsze jest doświadczenie. Zacznij czytać tematyczne książki i artykuły, szukaj informacji i ludzi, którzy znają temat. Wprowadzaj nowo poznane metody w swojej firmie i obserwuj, jakie przynoszą efekty. Musisz być pewien, że chcesz być jak nasz konstruktor A i wiedzieć, że Ci się to uda.

Zjazd z zakorkowanej autostrady…

W poście „Ruszyła maszyna” obiecałem wam cykl artykułów dotyczących prowadzenia firmy. Jeszcze nie prowadzę własnego biznesu, jednak już podejmuje zaawansowane kroki w tym celu.

W okolicach gimnazjum zacząłem interesować się tym, jak prowadzi się firmę. Lubiłem przesiadywać w biurze, obserwować pracowników, zaglądać do papierów. Gdy firma upadła, zacząłem zastanawiać się, dlaczego tak się stało. W miarę zdobywania kolejnych informacji, analizy stawały się coraz bardziej złożone i dawały coraz lepszy obraz. Zamiast uczyć się na sprawdzian, wolałem czytać książki i spędzać godziny szperając w Internecie w poszukiwaniu ciekawych serwisów, artykułów czy nagrań. Ludzie, których spotykam często potwierdzają słuszność niektórych wniosków, inne znów nie wytrzymały starcia z rzeczywistością. Zapraszam do dyskusji osoby zarówno prowadzące już swoje firmy, jak i planujące dopiero założyć swój „biznes”.

Ważne:
Niniejszy blog ma na celu jedynie zwrócenie Waszej uwagi na pewne aspekty prowadzenia biznesu.