Mojżesz #2: Mój plan kontra Boży plan…

IMG_3836 (pytajnik)„Panie Boże, niech się dzieje wola Twoja, byle by tylko z moją zgodna była…” Zaraz, przecież to jakoś nie tak szło. To jak to jest z tym powołaniem? Skoro Bóg nas stworzył, ukształtował, wymyślił sobie nasze życie, to gdzie tu jest miejsce na wolną wolę? A co, jeśli ja mam inny plan niż Pan Bóg? To co wtedy zrobić z tym konfliktem interesów?

No to może znów Mojżesz. W Księdze Wyjścia znajdujemy opis jego urodzenia i wielu wydarzeń, które sprawiły, że po wielu latach, wracając do Egiptu, mógł stanąć przed faraonem i oznajmić mu, że Bóg wyprowadzi swój lud do innego kraju. Ale on wcale tego nie planował. Uciekł z Egiptu, założył rodzinę, pracował i żyło mu się całkiem dobrze. Aż tu nagle pojawia się krzew gorejący i Mojżesz dowiaduje się że, jego zadaniem jest wyprowadzenie Izraelitów z Egiptu. Rozumiecie? Zwykły pasterz ma iść do najpotężniejszego człowieka na świecie, dysponującego najbardziej śmiercionośną bronią i oznajmić mu, że tysiące niewolników napędzających gospodarkę Egiptu sobie po prostu stamtąd pójdzie. Może i pasał owce, ale wychował się na dworze faraona i wiedział, że ten numer nie przejdzie. Po prostu nie było takiej możliwości. W jego ocenie – logicznie rozumując. Ale w tym wszystkim zabrakło mu wiary. Nie oceniam Mojżesza, ale po prostu stwierdzam fakt: patrzył na całą sytuację ze swojej perspektywy. Za to nie zabrakło mu odwagi, by pięciokrotnie powiedzieć Bogu „nie”. Gdyby tak w tym miejscu zakończyła się Księga Wyjścia, to okazałoby się, że Bóg się pomylił. Sporo zainwestował w Mojżesza i stracił. Ale na szczęście to nie koniec… to dopiero początek. Na pierwszy rzut oka, słowo, które wypowiedział Bóg, zostało stracone. Ale tak nigdy się nie dzieje. Ono jest jak ziarno, które, jeżeli padnie na urodzajny grunt to musi pierwsze obumrzeć, by potem wydać plon. Tak właśnie dzieje się w tym przypadku. Mojżesz nie może przejść obok niego obojętnie. Z własnego doświadczenia dodam, że to może być właśnie oznaka „powołania do czegoś”.  Odmówił pójścia do Egiptu, ale to Słowo zaczyna kiełkować, zaczyna myśleć o propozycji Boga. I nagle oznajmia teściowi, że bierze urlop i idzie sprawdzić w jakiej sytuacji znajdują się jego rodacy. Planował zapewne krótki pobyt w mieście i rozpoznanie sytuacji. Może miał jakąś nikłą nadzieję, że Słowo wypowiedziane przez Boga ma szansę się spełnić. Poszedł i już nie wrócił. Stanął na czele Narodu Wybranego.

Wypada podkreślić jeszcze jedną rzecz: co w wolnością wyboru? Po pierwsze, Bóg składa Mojżeszowi propozycję. Nie przymusza go niczym. Zresztą podobnie w przypadku faraona – też nie zmusza go do wypuszczenia Narodu. Każdy z nas, na podstawie Słowa które usłyszał, musi podjąć decyzję. Czasem trzeba do tej decyzji dojrzeć i to też dzieje się w przypadku Mojżesza. A co wtedy, kiedy my mamy lepszy pomysł na życie niż Bóg? Hm… Zapewne każdemu z nas zdarzyło się iść nocą jakąś nieznajomą ścieżką, oświetlając sobie latarką najbliższe parę metrów. I wtedy możemy decydować, że ta lub tamta droga będzie dla nas najlepsza. Ale Bóg jest jak pracownik centrum operacyjnego – zna mapę otoczenia, ma obraz z dronów, wie gdzie jesteśmy my i gdzie są inni, wie w jakiej jesteśmy kondycji. Jeżeli Go posłuchamy, może i trzeba będzie pokonać jakieś bardziej strome lub zabłocone odcinki i być może iść chwilę w nieco innym kierunku – mamy jednak wtedy pewność, że przeprowadzi nas najlepszą dla nas ścieżką.

Advertisements

One thought on “Mojżesz #2: Mój plan kontra Boży plan…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s