Myślenie (nie)pozytywne.

Kiedyś pisałem na tym blogu o myśleniu pozytywnym. Rozpisywałem się, że trzeba mierzyć wysoko, żeby trafić niżej. I coś prawdy w tym było. Wówczas nie wiedziałem jeszcze nic o rezonansie poznawczym i o jego możliwym zgubnym wpływie na nasze wysiłki.

Egzemplum #1

Pamiętam że w podstawówce (nie wiem dlaczego utkwiło mi to w pamięci) nie byłem zbyt dobry z w-fu. A było wówczas w programie dużo gimnastyki i ćwiczeń na ocenę: skoki przez kozła, skok w dal, bieg na czas itp. Zawsze byłem optymistą, ale gdy przychodziła już moja kolej, wmawiałem sobie, że nie uda mi się osiągnąć jakiegoś tam wyniku. Skok i okazało się, że często udawało mi się osiągnąć zadowalający wynik.

Egzemplum #2

Dzień przed egzaminem na prawo jazdy (oj, kiedy to było…), gdy wróciłem z miasta, instruktor pozwolił mi jeszcze kilka razy zrobić łuk na placu. Nie był to dla mnie żaden problem, ale skorzystałem z okazji. Przejechałem perfekcyjnie kilka razy ten łuk. Następnego dnia, gdy usiadłem już w samochodzie egzaminacyjnym stojącym na początku łuku, odprężyłem się i pomyślałem sobie tak: Przecież to nie jest egzamin. To zwykły łuk, taki jak robiłem je już dziesiątki razy na placu. Czym tu się przejmować, po prostu mam to zrobić jeszcze raz tak, jak robiłem wczoraj na placu. I jak pomyślałem, tak też zrobiłem.

Myślenie pozytywne czy negatywne?

Trzeba do życia podchodzić optymistycznie – to jest pewne. Ale nie można z tym optymizmem przesadzać. Na pytanie, czy jestem optymistą czy pesymistą zazwyczaj odpowiadam, że jestem maszynistą. Może znacie tę anegdotkę: idą trzy osoby po torach – pesymista, optymista i realista. Pesymista widzi ciemny tunel. Optymista widzi światełko w tunelu. Realista widzi światła pociągu a maszynista widzi trzech ludzi na torach. Trzeba mierzyć wysoko, nie można popadać w marazm i rezygnować ze swoich pragnień i marzeń. Życie, które jest prezentem od Boga, jest byt krótkie, by je zmarnować. Ale trzeba na to życie patrzeć na trzeźwo. Nie można zatopić się w niebieskich obłokach i cały czas przebywać w świecie marzeń. Trzeba z wzniesioną głową, twardo stąpać po ziemi. Bo inaczej można nieźle się poturbować, kiedy życie sprowadzi nas na ziemię z naszych marzycielskich lotów. Jak więc podchodzić do tego, co mamy osiągnąć? Psychologowie proponują podejście, które nazywają strategicznym myśleniem negatywnym. Chodzi o to, by mierząc wysoko, jednocześnie brać pod uwagę to, że może nam się to nie udać. Trzeba umieć postawić sobie pytania, typu: Co wtedy zrobimy? Jakie skutki wywoła nasza porażka? Co pójdzie nie tak i dlaczego nasze planowanie zawodzi? Prawdę mówiąc, jeżeli nie mamy szczęścia i obfitego Bożego błogosławieństwa, to rzadko nasze plany udaje się nam zrealizować w 100%. Takie podejście pozwala nam bezpieczne wylądować na ziemi, nie rozbijając się o brutalną rzeczywistość. Samo myślenie pozytywne (które nie bierze pod uwagę możliwości porażki) może być niebezpieczne, bowiem taka afirmacja może stać się ekwiwalentem efektu. Wyobrażamy sobie sukces i mimo, że on nie następuje, nam to nie przeszkadza bo wystarczy, że mamy swoją wizję. Przy różnych projektach i zadaniach z których nas ktoś rozliczy, coś takiego nie będzie miało miejsca, bo po prostu oberwie nam się za nieudany projekt. Gorzej, gdy coś takiego zaistnieje w rozwoju osobistym, kiedy to rozliczamy sami siebie. Stawiamy sobie cel i nie osiągamy go, a tworzymy zupełnie fałszywy obraz siebie. Podobnie zresztą jest z sumieniem (i tu pojawia się argument za posiadaniem mądrego spowiednika). Winny temu jest właśnie wspomniany już rezonans poznawczy – czyli różnica jaka pojawia się między stanem faktycznym a tym, co my sobie wyobrażamy. Prędzej wmówimy sobie, że białe jest czarne, niż przyznamy, że ta biała kartka na którą patrzymy jest biała a nam wydawało się, że jest czarna.

Ciekawi mnie, czy wy też macie takie doświadczenia? Co lepiej sprawdza się w waszym życiu – myślenie pozytywne czy strategiczne myślenie negatywne?

Reklamy

2 thoughts on “Myślenie (nie)pozytywne.

  1. Czytając ten tekst doszłam do wniosku ze nawet ludzie którzy są optymistami często używają strategicznego negatywnego myślenia…czytając popatrzylam na swoje całe dotychczasowe życie…często robiąc coś mówię sobie ze mi się uda ze wszystko wyjdzie…ale potem włącza się jakąś lampka w mojej głowie i zaczynają się pytania…. co będzie jak coś zrobię źle?? Itp. Wtedy proszę boga o pomoc żeby wszystko poszło dobrze…bo prawda jest chyba taka ze choćby człowiek był największym optymistą to tylko Bóg wie co tego człowieka w życiu czeka 😉

    • @Justyna:
      Dokładnie. Właśnie dzięki takiemu podejściu do sprawy spadochroniarz sprawdzi wszystko kilka razy przed skokiem a himalaista przed wspinaczką. Bo trzeba mierzyć wysoko, trzeba mieć ambicje i aspiracje. Ale też trzeba przygotować sobie procedurę awaryjną. I choć często coś pójdzie nie tak jak powinno… trzeba trzymać się Boga. On nas ze wszystkiego wyprowadzi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s