Come back

Minęło już kilka lat od ostatniego postu na tym blogu. Miałem tu opisywać moje dążenie do sukcesu. A jednak wtedy, gdy zaczęło się najciekawsze, przestałem pisać. Może to i dobrze. Można powiedzieć, że wtedy przeszedłem operację na otwartym sercu i opisywanie tego, co przezywałem nie byłoby zbyt naturalne. Ale patrząc z perspektywy dostrzega się już dużo więcej. Dlatego postanowiłem kontynuować mój blog.

Nazwa pozostaje niezmieniona: Empiryczna Akademia Sukcesu. Zobacz, co pisałem o nazwie w 2011 roku. Nadal chcę opisywać to, co przeżywam. Tutaj jednak wiele się zmieniło. Co dokładnie, przeczytacie w kolejnych postach. Mam też nadzieję na ożywione dyskusje w komentarzach pod postami – ale merytoryczne! Nadal pozostaje „akademia” ponieważ chcę abyście i wy mogli czerpać z tego, co ja otrzymałem. A „sukces”? Może powinno być „szczęście”? Jednak dziś szczęście trudno zdefiniować, różnie to z nim bywa. Dlatego pozostanie sukces, jednak tutaj też istota zmieniła się. Jeżeli chodzi o wcześniejsze posty, niczego nie kasuję. Com napisał, wówczas  napisałem. Swoją drogą, cieszę się, że pisałem tego bloga. Bo widać na nim ten ostry zakręt w moim życiu. Będę starał się (wiem, wiem, co znaczą te słowa) pisać w miarę regularnie, mimo utrudnionego dostępu do internetu. Na początek powiedzmy: jeden post na tydzień w poniedziałek rano. Może częściej… Zaczynajmy, let’s do it!

Jak było widać w ostatnich postach (polecam czytać od pierwszego) coś zaczęło się zmieniać. Ta zmiana miała swój zapalnik – była nią pielgrzymka do Chartres. Wydarzenie nadal żywe w mojej pamięci, mimo upływu lat. Kiedy wróciłem do domu byłem po prostu padnięty, pamiętam to dobrze. Ale było we mnie tyle radości, tyle energii, że musiałem się tym pochwalić. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że idą wielkie zmiany w moim życiu. I że od tej chwili już nic nie będzie takie samo. Mój misternie budowany system wartości, pragnienie osiągnięcia sukcesu, przede wszystkim finansowego zaczął się walić. Pękały wszystkie podpory, a mnie było coraz ciężej. Wszystko straciło w pewnym momencie sens. A to nie jest miłe. Wyobraź sobie samochód rozpędzony na autostradzie, który jedzie pewnie do celu. Kierowca zna drogę, wie, którędy jechać. Nagle pojawia się skarpa i samochód wylatuje w powietrze. Wszystko zawiesza się, czas przestaje płynąć. Przez ten mały ułamek czasu kierowca znajduje się w nieważkości. Potem brutalne zetknięcie z rzeczywistością. I nic już nie jest takie samo. Tym ułamkiem czasu mojego życia była właśnie ta pielgrzymka do Chartres.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s