„Okno na przyszłość”

Właśnie wróciłem ze sklepu. Zakupiłem dwie tablice, korkową oraz magnetyczną. Złączyłem je razem i zatytułowałem „okno na przyszłość”. Na tablicy korkowej wywieszę swoje zasady i afirmacje. Tablica magnetyczna posłuży natomiast do podejmowania decyzji.

Podjęcie ważniejszych decyzji w życiu wiąże się zazwyczaj z długotrwałym analizowaniem plusów i minusów konkretnych dróg. Gdy ostatnio miałem podjąć taką decyzję, postanowiłem spisać wszystkie konsekwencje (te pozytywne i negatywne). Gdy spojrzałem na ich wykres i porównałem go z moimi zasadami, okazało się, że podjęcie decyzji wcale nie jest aż tak trudne. Teraz mam inny pomysł, bowiem stoję przed kolejną decyzją. Na tablicy magnetycznej wypiszę drogi, jakie mam do wyboru oraz ich konsekwencje. Problem polega jednak na tym, że gdy robimy to raz, efekt, jaki osiągamy uzależniony jest od naszego chwilowego nastawienia emocjonalnego. Na tablicy jednak wykres ten będzie widniał kilka dni lub nawet tygodni. Przeanalizowanie całej sytuacji jeszcze raz, spokojnie, z samego rana, gdy nasz umysł jest świeży i wypoczęty, przynosi czasem zupełnie odmienne rezultaty.

Advertisements

12 thoughts on “„Okno na przyszłość”

  1. Osobiście doświadczam dziwnego paradoksu, otóż podczas gdy większość ludzi postępuje spontanicznie (lub mniej eufemistycznie: bezmyślnie) ja staram się sytuację analizować – mówie tutaj o sytuacjach nieco mniejszej rangi, takich z życia codzienniego, z którymi nie można się „przespać”. I co się okazuje? Otóż Ci właśnie, którzy postępują machinalnie (tudzież kierując się tym, co zauważą na pierwszy rzut oka) często finalnie wychodzą na tym lepiej niż ja próbujący patrzeć na sytuację nieco perspektywicznie (bo w krótkim czasie nie jestem w stanie zbadać wszystkiego).

    • „autentyczny”:
      Istotnie, jeżeli chodzi o nagłe decyzje najczęściej nie mamy zbyt wiele czasu na analizy. Jednak wydaje się, że i tutaj z pomocą przychodzi „długotrwałe planowanie”. Jeżeli mamy określone swoje życiowe cele, wiemy, dokąd zmierzamy lub postępujemy według mniej lub bardziej konkretnych zasad podejmowanie szybkich decyzji przychodzi dużo łatwiej. Owe tablice, o których mowa w poście, służą raczej do ważnych, życiowych rozstrzygnięć lub decyzji, w co zainwestować swoje pieniądze.

      Piszesz, że „Ci, którzy podejmują decyzje machinalnie, często finalnie wychodzą na tym lepiej niż Ty”. Pytanie jednak, gdzie tak naprawdę jest ten finał. Jakiś czas temu, gdy porównywałem moje postanowienia do decyzji innych, dochodziłem do wniosku, że wszyscy super na nich wychodzą, tylko nie ja. Gdy zaplanowałem swoje życie, okazało się, że te osoby stoją tak naprawdę w miejscu, a ja już powolutku zmierzam w obranym kierunku. Być może potrzeba Ci trochę więcej wiary w siebie i spojrzenia w dłuższej perspektywie?

  2. Nie wydaje mi się aby trzymanie się jakiegoś planu czy celu było dobrym wyjściem. Jakby na to nie patrzeć, jest to tylko leczenie objawowe a moim zdaniem trzeba wyeliminować przyczynę 🙂

    • „autentyczny”:
      Widzę, że nie do końca się rozumiemy. Nie chodzi tutaj o to, aby tworzyc pewne plany gdy wszystko się wali lub gdy mamy bardzo mało czasu na decyzję. Prawda, to jest leczenie objawów. Problem polegaj jednak na tym, że gdy do takich sytuacji dopuszczamy nader często – jest to znak że targa nas jakaś choroba od środka. Im dłużej miało to miejsce, tym trudniej będzie nam dotrzeć do przyczyny. Tym trudniej bedzie zmienić nasze nawyki i przyzwyczajenia, nasze pojmowanie świata. Dlatego warto czasem zatrzyamć swoje życie w miejscu, usiąść wygodnie i zastanowić się, dokąd ja tak naprawdę zmierzam, co chcę osiągnąć w swoim życiu. I to jest właśnie Twoja życiowa droga. A czy będzie to polna, kamienista ścieżka, czy kilkupasmowa autostrada zależy już od naszego nastawienia do życia.

      W moim przypadku wygląda to tak:
      – czuję, że jestem kowalem wlasnego losu,
      – nie żałuje żadnej decyzji bo wiem, ze nie ma czegoś takiego jak porażka,
      – nie porównuje się do innych bo Tworzę swoje życie, i czuję się w nim dobrze.

  3. Z jednej strony wynika, że „takie sytuacje” są złe (jakie? „porażkowe”?) a z drugiej, że nie istnieje takie coś jak porażka? 🙂
    Jakoś mało koherentny Twój wywód, niemniej jednak z ostatnimi myślnikami się w pełni zgadzam!

    • Za niepowodzenie możemy uznać:
      – nieosinięcie celu,
      – połowiczne jego osiągnięcie.

      Tą sytuację nazwać możesz:
      – nauką od losu,
      – totalną porażką,
      – złą taktyką, czy jak jeszcze wolisz.

      Na ile będzie to negatywne (i demotywujące) stwierdzenie zależy tylko od Twojego postrzegania świata i po części od ważności naszego zaprzepaszczonego celu. Konkretnie..?

      Ale w ogólnym rozrachunku, jednak mniej więcej myślimy o tym samym.

  4. Na pierwszy akapit zapatruję się inaczej. Nie uznaje czegoś takiego jak „niepowodzenie”, bo dla mnie droga do celu jest celem samym w sobie, a nie jej koniec. Dla mnie wartością jest wykonywanie rzeczy a nie aplauz lub jego brak w finale.

    • Nie chodzi o aplauz, ale o bieżące czerpanie korzyści z tego co się robi. Gdy stawiasz sobie zbyt odległe cele i długo do nich dążysz w pewnym momencie możesz odczuć np. frustrację (dlaczego to tyle trwa) i zdemotywować się (czy to ma jakiś sens). Chodzi o to, aby dawkować sobie „sukces” małymi okruchami. W ten sposób ogólny cel może wyznaczać Twoja misja życiowa, natomiast drogę do niej, poszczególne cele, na których wykonanie dajesz sobie krótsze terminy, np. rok i gdy uda się je zrealizować, podnosisz sobie poprzeczkę.

    • Hm, zdaje się, że mówimy zupełnie o czymś innym. Ty jesteś apologetą propagandy sukcesu, ja wole raczej buddyzm i never ending party : )

    • Nie będę się wypowiadał na temat buddyzmu, ponieważ nie znam dobrze tej religii (czy bardziej jej podejścia do spraw sensu życia), natomiast „never ending party” brzmi dobrze z jedną tylko uwagą – żeby ciągle imprezować, trzeba mieć za co. Jeżeli już ten poziom się osiąga, fakt, wtedy planowanie można sobie odpuścić…

      Co do „propagandy sukcesu” to muszę zaprotestować. Jestem przeciwnikiem stosowania wszelkich metod propagandowych, czyli robieniu ludziom wody z mózgu. Jeżeli dowiaduje sie gdzieś o kolejnym „sposobie” osiągania sukcesu, próbuje zastosować go w swoim życiu, a wyniki tych doświadczeń publikuje tutaj… Tak samo jest też z „oknem na przyszłość” – ten eksperyment jak na razie po części sprawdza się na co dzień… 🙂

      Bardzo odeszliśmy od tematu samego posta, więc czas kończyć tą dyskusję… Ale chętnie porozmawiam z Tobą i inne tematy (pod odpowiednimi postami!)…

  5. Cześć Jaro. Czytając Twoja wypowiedz stwierdzamy , iż Twoj tok myslenia nie jest zgodny z obowiazujacymi zasadmi zycia egzystancjonalnego. Probowwalysmy stworzac nasze okno na przyszłosc lecz niestety nic z tego nie wyszło , ponieważ nasze okno bylo bardzo zachlapane. A po za tym ‚swierzy; pisze sie swieŻy [..]

    • Skarbki:
      Z zasadami „życia egzystencjalnego” napewno nie są zgodne… Bo życie trzeba przeżywać, a nie przeżyć… 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s