Kryzysy małe i duże

•3 Czerwiec 2010 • 1 komentarz

Witam po dłuższej przerwie. Otóż pewnego czasu dopadła mnie niemoc twórcza. Totalny brak motywacji. Może jest to spowodowane zmęczeniem, bo po całym dniu w pracy i w korkach myślę już tylko o tym, żeby napić się piwka i czym prędzej wdrapać się do mojego łóżka (które zamontowałem sobie pod sufitem:) ). Być może doskwiera brak osób w moim otoczeniu, które nadają na tych samych falach.

Jadę do domu, słucham dynamicznej muzyki, wciskam gaz, przepycham się w niekończących się korkach i czuję się dobrze. W głowie pojawia się pełno pomysłów, pełno zadań.  Czuję że mogę zrobić wszystko. Wchodzę do domu, siadam przy komputerze, uruchamiam program i… wszystko przechodzi. Włącza się program lenia. Tak, po prostu mi się nie chce. I co dziwniejsze, to doprowadza mnie do szału. Zaczynam tłumaczyć sobie, że nie dam rady, że ten projekt jest dla mnie zbyt ciężki, zbyt skomplikowany. I zaraz jestem przybity. Jednym słowem dopadł mnie poważny kryzys. Dziś z pomocą przyszedł do mnie ks. Pawlukiewicz (pełne nagranie z konferencji “Chcieć to móc” podlinkowałem na samym dole).

My, oczywiście, kiedy przezywamy kryzys, to chcemy z niego wyjść, bo to boli, bo człowiek się czuje tak paskudnie, ma takiego doła. Ale uważajcie, bo kryzysy są po to, żeby je przeżyć do końca. Kiedy ja bylem księdzem, takim bardzo młodziutkim, to przychodzili do mnie ludzie i mówili “Proszę księdza, bo ja mam kryzys”, to ja mówiłem “Słuchaj, ja cię zaraz z tego kryzysu wyciągnę, weź módl się, różaniec odprawiaj, pościj. Nie łam się, wszystko jest w porządku, zobacz, słońce świeci”. A potem ktoś mi powiedział “A skąd ty wiesz, że ten człowiek nie miał przeżyć tego kryzysu? I przez ten kryzys pozna prawdę o sobie.” Pamiętajcie, że jak pociąg jedzie w tunelu, to się z niego nie wysiada. Niech nigdy nikt z was nie próbuje wysiadać z pociągu kiedy jedzie w tunelu. Pociąg musi przejechać przez tunel. Człowiek musi czasem przejechać przez trudną sytuację, przez kryzys. My koniecznie… jak mam kryzys, ktoś powie: “A wypiję sobie piwko, dwa, to mi przejdzie. wezmę sobie jakąś pigułkę, prozak, jakąś depresyjną, to mi przejdzie. Zadzwonię do kumpeli, dziewczyny mają na kryzysy różne sposoby. Pójdę do Horteksa, jak sobie walnę podwójną ambrozję to mi zaraz kryzys przejdzie, prawda, film sobie jakiś obejrzę”. Otóż ostrożnie! Kryzys można znieczulić, kiedy już jest tak nieznośnie bolesny, ale on może nam coś powiedzieć o tych [naszych] pragnieniach.

Polecam zarezerwowanie sobie ok 80 minut, tak aby nikt nam nie przeszkadzał, abyście mogli w spokoju obejrzeć całość. Powyższy cytat jest wyrwany z kontekstu, a naprawdę ks. Pawlukiewicza warto posłuchać (nawet jeśli jesteś niewierzący też znajdziesz coś dla siebie). Zwłaszcza spodobały mi się fragmenty o “dziewczynach z grup religijnych i ich peryskopach” oraz o tym, że najgorsze co nas może w życiu spotkać to “stagnacja bez marzeń”.

Część 1 | Część 2 | Część 3 | Część 4 | Część 5 | Część 6 | Część 7 | Część 8

Napięty grafik a ostrzenie piły

•18 Kwiecień 2010 • Dodaj komentarz

Masz bardzo napięty grafik, ale co tam, stoisz właśnie u stóp przepięknego i bardzo starego lasu. – Wejdę sobie na chwilę – myślisz – może znajdę jakiegoś grzybka. Nagle widzisz drwala, który mozolnie, w pocie czoła, ręczną pilą ścina wielkie drzewo. Przyglądasz mu się chwilę, widzisz, że staruszek już ledwie zipie, więc zagadujesz – może Pan usiądzie na chwilę i zaostrzy piłę. Na co drwal nie przerywając cięcia odwraca się w Twoją stronę i z grymasem na twarzy mówi – Nie mam czasu, muszę ściąć to drzewo. Rozmowa trochę się nie klei, więc nie będziesz dłużej przeszkadzać mu w pracy. Idąc dalej, zaczynasz myśleć, czy przypadkiem nie zachowujesz się tak samo jak ów drwal. Czy Twoja piła nadal jest ostra i tnie drzewo z maksymalną siłą? Czy Ty masz jeszcze siłę aby dać z siebie maksimum swoich możliwości? Pośród zgiełku dzisiejszej miejskiej dziczy, pośród zabiegania, wiecznych terminów i problemów zatrzymaj się na chwilę. Niech reszta społeczeństwa biegnie sobie dalej, jeśli chce. Ale Ty usiądź i pomyśl, zobacz jak piękny jest świat. Gdy stoisz w korku spójrz w niebo, zobacz w jak piękne wzory układają się chmury. Wracasz po zmroku do domu, spójrz z innej perspektywy na starą uliczkę, którą przechodzisz codziennie już od 15 lat. Wyobraź sobie, jak wyglądała ona 100 czy 200 lat temu. Dostrzegaj piękno wokół siebie.

Istnieje w polskich górach taka mała miejscowość, w której wychowałem się. Gdy stałem przed wykonaniem dość trudnego zadania, wymagającego np. mnóstwo kreatywności czy też bardzo złożonego, często wychodziłem na zbocze jednej z gór, skąd miałem doskonały widok na całą miejscowość, pobliskie góry oraz tatry. Dodatkowym atutem jest to, że nikt nie raczył mi przeszkadzać. Uzbrojony bylem tylko w notatnik i długopis. Leżałem na trawie wpatrzony w krajobraz. W takich warunkach przychodzą do głowy najbardziej genialne myśli i najprostsze rozwiązania. Gdziekolwiek teraz dłużej przebywam, zawsze najpierw szukam takiego miejsca, mojego «sacrum». W Paryżu jest to miejsce, skąd mogę obserwować lądujące i startujące samoloty na lotnisku CDG lub ławeczka pod placem Trocadéro, tuż u stóp wierzy Eiffla (wiem, że to bardzo zatłoczone miejsce, ale jakoś umiem się wyłączyć na cały ten zgiełk panujący wokół).

Nasze ostrzenie piły powinno przebiegać w 4 płaszczyznach: fizycznej, umysłowej, społeczno-emocjonalnej i duchowej.

Jest to tak ważne, że tworząc swój grafik powinieneś przeznaczyć odpowiednią ilość czasu, aby zadbać o każdy z tych czterech elementów.

O zarządzaniu czasem słów kilka

•17 Kwiecień 2010 • Dodaj komentarz

Czy to prowadzimy swój biznes, pracujemy na etacie czy uczymy się, większość z nas boryka się z tym samym problemem: ” Nie mam na nic czasu, tyle obowiązków, tyle zadań, nie wyrabiam się!” Faktycznie, umiejętność efektywnego zarządzania swoim czasem jest tak ważna w naszym, coraz szybszym społeczeństwie, jak umiejętność czytania czy obsługi komputera. Zanim jednak zaczniemy wprowadzać w nasze życie istną rewolucję, pamiętajmy o tym, że nasze życie składa się z samych wypadkowych. Często bardzo trudno przewidzieć nam ile dokładnie czasu zajmie to konkretne zadanie, ile czasu będziemy jechać na spotkanie oraz czy w ostatniej chwili nie wyskoczy nam coś bardzo pilnego. Właśnie w pewnym momencie zauważyłem, że wszystkie swoje plany bez większego wysiłku obracałem w proch poprzez ich zmianę w ostatniej chwili. Czy to jakiś nieplanowany wyjazd czy choćby wypad z kumplami na piwo. Zostawiałem swoje “ważne” zadania, w ich miejsce wpychając te “mniej ważne” lub “bardziej przyjemne”. Choć dziś lubię działać impulsywnie, gdy zaplanuję sobie pewne zadanie i oznaczę je jako “ważne”, wiem że muszę je wykonać żeby być z siebie zadowolonym. Bardzo przydaje się tutaj zasada “kolejności wpisu”. Jeśli 2 tygodnie temu umówiłem się z kimś na spotkanie, a w tym tygodniu ktoś inny próbuje się wcisnąć na ten termin, słyszy krótkie “Sorry, ale wtedy jestem już bardzo zajęty”. Niestety spotykam się też z tym, że niektórzy ludzie nie są w stanie tego do końca zaakceptować.

Jako że lubię mieszać, wziąłem kilka technik efektywnego zarządzania czasem, wrzuciłem je do jednego kotła i wyszła dość dobra zupa. Pierwszym składnikiem jest tzw. kwadrat Eisenhowera. Musimy uświadomić sobie, że nasze «sprawy» czy «zadania» możemy podzielić zarówno na ważne jak i nie ważne oraz na pilne i nie pilne.

Kwadrat Eisenhowera

Jednak tutaj pojawia się pytanie: jak odróżnić je od siebie?  W przypadku spraw pilnych i niepilnych sprawa jest stosunkowo prosta, ponieważ wystarczy sprawdzić termin realizacji konkretnego zadania. Jeśli upływa on, np. za 3 minuty, to tak, sprawa jest pilna i to nawet bardzo. Jeśli nie ma terminu lub jest on odległy – wiadomo, możemy zostawić sobie ją na później, a teraz zająć się czymś przyjemniejszym. NIE! Wykonaj ją teraz, skreśl z listy aby już dłużej Cię nie męczyła. Sprawy, które odkładamy w nieskończoność staną się w końcu dla nas źródłem niepokoju, stresu czy zmartwienia. Pozbywajmy się ich więc jak najszybciej.

Nieco większy problem jest z odróżnieniem spraw ważnych od tych mniej ważnych. Proponuję tutaj takie podejście. Weź kartkę i długopis. Już? Okej, wypisz na niej maksymalnie 6 ról, jakie masz do spełnienia w perspektywie, powiedzmy, jednego tygodnia. Otóż tak, każdego dnia, każdy z nas gra w niekończącej się telenoweli do której scenariusz pisze życie. Może jesteś mężem lub żoną, może ojcem lub synem, może masz dziewczynę czy chłopaka, jesteś katolikiem, sportowcem, studentem lub uczniem. Prowadzisz własny biznes lub pracujesz na etacie. Jeśli już wypisałeś swoje role, do każdej z nich przypisz maksymalnie 3 konkretne cele (co chcesz osiągnąć, w jakim terminie i w jaki sposób to zmierzysz). Oto przykład:

Zapamiętaj sobie teraz, że tylko te sprawy, które tyczą się bezpośrednio wypisanych ról i celów są ważne. Tylko te, dzięki którym polepszysz swoje relacje z rodziną czy przyjaciółmi. Tylko te zadania, które przyniosą Ci największą wartość dodaną (najwięcej się nauczysz, najwięcej zarobisz, zbierzesz dużo doświadczenia). Wszystkie inne sprawy są dla Ciebie mniej ważne lub nawet wcale nie powinieneś zaprzątać sobie nimi głowy, drogi czytelniku. Aby nie przedłużać, tym pozytywnym akcentem zakończę pierwszą część dotyczącą zarządzania czasem (lub “sobą w czasie” – jak to niektórzy zwykli mawiać).

Mój biznes, v3: “Fundamentalne pytania 1″

•5 Kwiecień 2010 • Dodaj komentarz

1. Jaki jest cel tego wszystkiego, co chcemy osiągnąć?

Praca w firmie na etacie jest w pewnym sensie zaspokojeniem jednej z podstawowych potrzeb człowieka – potrzeby bezpieczeństwa, w tym przypadku finansowego. Ogranicza ilość decyzji, które musimy podejmować oraz naszą odpowiedzialność. Dlatego wiele ludzi, którzy są zdolni do tego, aby osiągnąć w życiu znacznie więcej ale boją się wychylić poza swoją strefę komfortu, pozostają na etacie. Niestety jest to bardzo złudne uczucie. Nikt nie zagwarantuje wam, że firma, która daje wam owe poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji będzie za miesiąc nadal istnieć (skoro nawet informacja o nieuchronnie zbliżającej się katastrofie General Motors była utrzymywana w tajemnicy aż do samego końca), a co ważniejsze, my, jako zwykli pracownicy, nie mamy na to żadnego wpływu.

Czy założenie własnego biznesu jest lepszym pomysłem? Zastanów się, ile jesteś w stanie zarabiać na rękę, pracując na etacie. Około 1.000 – 2.000 zł? Może jeśli zostaniesz po godzinach, jeśli wykonasz kilka dodatkowych projektów wyjmiesz 4.000 zł? Teraz pomyśl, jakiej wysokości miesięczny zysk może przynieść Ci własna firma? Czy różnica między pierwszą a drugą kwotą usprawiedliwia nieprzespane noce, pracę od poniedziałku do niedzieli, stres, mnogość decyzji do podjęcia – czyli to, co na samym początku jest nieuniknione.


2. Jakie zasoby posiadamy lub jakich potrzebujemy i skąd je “wytrzaśniemy”?

Część ludzi na samym wstępie rezygnuje z przejścia na „swój rachunek”, ponieważ stwierdzają, że nie maja odpowiedniej ilości pieniędzy aby zgromadzić niezbędne narzędzia, materiały, zasoby etc. Proponuję nieco inne podejście. Zwróć uwagę na zasoby jakie już posiadasz. Być może są to pewne umiejętności, może masz samochód, którym do tej pory jeździłeś tylko na imprezy czy komputer na którym tylko grałeś? Pomyśl, jak możesz je wykorzystać. Może masz dostęp do jakiegoś lokalu w centrum miasta lub działkę w górach. Pomyśl o swojej sieci znajomych. Weź kartkę i narysuj na niej schemat. Wyrysuj na nim kogo znasz bezpośrednio, kogo znają Twoi znajomi lub rodzina i czyi mogliby Cię też zapoznać albo załatwić coś w twoim imieniu. Jakie otwiera to przed tobą możliwości?

Poszukaj możliwości sfinansowania swojego pomysłu. Może znasz kogoś, kto chętnie zainwestuje trochę pieniędzy w start-up. Popytaj o możliwości leasingowe, kredytowe, pożyczkowe. Jeśli Twój projekt jest innowacyjny możesz starać się o dofinansowanie z Funduszy UE lub od Business Angels. Z tego typu problemami będziesz musiał radzić sobie codziennie, nie traktuj ich więc jako przeszkód, których nie da się ominąć. Postaw sobie cel i szukaj sposobu, aby go zrealizować. To jest podstawowa cecha ludzi sukcesu.


3. W jaki sposób chcemy wygenerować zyski?

Jest to chyba najważniejsze pytanie, na które musimy znaleźć odpowiedź. Musimy wiedzieć, co dokładnie ma nam wygenerować zyski, dobrze, jeżeli jesteśmy w stanie w przybliżeniu określić, jakiej wysokości powinny być. Pozwoli nam to też odpowiedzieć na pierwsze pytanie „Czy warto?” i podjąć decyzję. Starając się o wszelkie dofinansowanie także musimy pokazać, co tak naprawdę będzie generować zyski. Warto zastosować tutaj metodę bardziej pesymistyczną, czyli planowane przychody nieco zmniejszyć, natomiast koszty zwiększyć, aby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki.

Sprawozdanie z pielgrzymki

•29 Marzec 2010 • 1 komentarz

Właśnie wróciłem z 75. pielgrzymki młodych do Chartres. Zmęczony ale bardzo zadowolony. Pełen pozytywnej energii, mam siłę aby jutro stawić czoła kolejnym problemom dnia codziennego. W żadnym calu nie żałuję, że zamiast leżenia odłogiem dwóch dni zebrałem się na nieco wysiłku, aby przejść niecałe 50  km wraz z innymi młodymi ludźmi, rozwijając nieco swoją sferę duchową. Jak ogólnie wygląda dzień pielgrzyma?

SOBOTA:
5:00 – Pobudka
7:00 – Odprawa prowadzona przez Biskupa Paryża w katedrze Notre-Dame-de-Paris
8:00 – Wyjazd autobusami do punktu startowego
10:00 – Szapitr 1
12:00 – Wymarsz :)
14:00 – Szapitr 2
16:00 – Msza święta
20:30 -Docieramy do punktu noclegowego (zupa, grzane wino, przedstawienie i jeden wielki namiot)

NIEDZIELA:
7:00 – Pobódka
8:30 – Wymarsz
10:00 – Szapitr 3
15:00 – Docieramy do Chartres

Po przybyciu na miejsce, na placu przed katedrą, rozkręciła się naprawdę dobra “impreza”. Dużo śpiewania, dużo tańca i wygłupów. Wspólnie, bez względu na język, kolor skóry czy kraj pochodzenia. Rozgrzewaliśmy się, a zarazem odganialiśmy deszczowe chmury, które ciągle nam towarzyszyły. Jednym słowem “Coś pięknego”. :)

W czasie całej wędrówki mieliśmy 3 krótkie przerwy podczas których, w małych grupach, poruszaliśmy bardzo osobiste i głębokie tematy. Podkładem do rozważań był fragment ewangelii św. Marka o bogatym młodzieńcu oraz list do młodych całego świata ojca świętego Jana Pawła II z okazji międzynarodowego dnia roku młodzieży.

“Ewangelia wg. św. Marka:

Gdy wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: «Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» Jezus mu rzekł: «Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę». On Mu rzekł: «Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości». Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: «Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną!» Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.”

(Mk 10,17-22)

Szapitr 1 – “Spotkanie bogatego młodzieńca”:

  • Pierwsza reakcja po przeczytaniu Ewangelii św. Marka o bogatym młodzieńcu. Co mnie najbardziej dotyka, porusza?
  • Pomagając sobie fragmentem listu Jana Pawła II, wejść w dyskusję bardziej osobistą.
  • A ja: jakie są cele, pragnienia, które budują dzisiaj moje bogactwo? Jeśli Chrystus przechodziłby obok, jakie pytania byś mu zadał?

Szapitr 2 – “Życiowe powołanie”:

  • Jak rozumieć sformułowanie “życiowe powołanie”?
  • Jak każdy z nas może odnaleźć swoje własne “życiowe powołanie”?
  • Jakie środki stosujecie, aby tego dokonać? Kto wam w tym najbardziej pomaga?

Szapitr 3 – “Jezus spojrzał na niego z miłością”:

  • Czy doświadczyłem spojrzenia pełnego miłości, które może odmienić życie?
  • Czy zdarzyło mi się być odmieniony poprzez pełne miłości spojrzenie Chrystusa?
  • Czy spotkałem ludzi, którzy doświadczyli kochającego spojrzenia Chrystusa, które ich odmieniło?
  • Czy jestem dotknięty, wzruszony Męką Chrystusa, którą będziemy celebrować?
  • Czy dostrzegam wyjątkową miłość Boga dla nas?
  • Do czego zaprasza mnie Chrystus, kiedy mówi “pójdź za mną”?

List do młodych jest dosyć długi, możecie przeczytać go między innymi tutaj. Ja przytoczę jednak tylko pewien fragment:

“7. (…) Młody człowiek otrzymał zasadniczą i podstawową odpowiedź na pytanie: „co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?” — i odpowiedź ta spotkała się z całą dotychczasową drogą jego życia: „wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”. Jakże gorąco Wam życzę, każdemu z Was i każdej, ażeby dotychczasowa droga Waszego życia podobnie spotykała się z odpowiedzią Chrystusa. Więcej: ażeby młodość wyposażyła Was w mocny zrąb zdrowych zasad, ażeby sumienie Wasze już w tych młodzieńczych latach osiągnęło ową dojrzałą przejrzystość, która pozwoli Wam zawsze w życiu pozostać „człowiekiem sumienia”, „człowiekiem zasad”, człowiekiem, który budzi zaufanie: który jest wiarygodny. Tak ukształtowana osobowość moralna stanowi zarazem najistotniejszy wkład, jaki możecie wnieść do życia wspólnego, do rodziny, do społeczeństwa, do działalności zawodowej, a także do działalności kulturalnej czy politycznej — wreszcie do samej wspólnoty Kościoła, z którą jesteście lub będziecie kiedykolwiek związani. (…)”

To tak tylko na szybko. Trzeba iść spać, bo rano pobudka do pracy. Zapewne jeszcze długo będę się odwoływać do tej pielgrzymki…

Boso po złoto

•20 Marzec 2010 • Dodaj komentarz

Cejrowski w swoim programie “Boso przez świat” odwiedził niegdyś tereny, gdzie wydobywa się złoto. Pod koniec programu poruszył bardzo ciekawy temat. Zapytał, dlaczego złoto przedstawia tak dużą wartość, dlaczego wkładamy tyle wysiłku aby je wydobyć i oczyścić? Jakieś pomysły?

.

.

- bo jest piękne
Tombak wygląda identycznie, a nie cenimy go tak, jak złoto.

- bo jest rzadkie
Jest wiele metali czy pierwiastków, które występują o wiele rzadziej lub w trudniej dostępnych miejscach.

- bo nie rdzewieje
Dlaczego więc nie wytwarzamy obrączek z metalu nierdzewnego lub na przykład aluminium?

Odpowiedź jaką podał Cejrowski, zaskoczyła pewnie większość widzów. Ja jednak zgadzam się z nią, i cieszę się, że w publicznej telewizji są ludzie, którzy od czasu do czasu zajmują się uświadamianiem.

P S Y C H O L O G I A

Wszystko to leży w naszej psychice. Żyjemy w schematach, które narzuca nam społeczeństwo. To właśnie społeczna opinia o tym, że złoto jest wiele warte nadaje mu ową wartość nominalną. Podobnie, choć nieco bardziej skomplikowanie, jest z pieniędzmi. Oczywiście bez pieniędzy nie da się żyć, wiem o tym dobrze. Jednak biada tym, którzy stawiają sobie pieniądze w centrum swojego życia.

Co  powoduje, że

jest więcej warte niż

Kiedyś każdy dolar był wymienialny na złoto. Gdzieś w Stanach leżało sobie ono bezpieczne w fortach, a na dolarach widniał napis “Wymienialny na złoto”. Jeżeli ktoś w tamtych czasach chciał wymienić sobie banknot na kruszec, odwiedzał bank, gdzie oddawał banknot a wychodził z odpowiednią ilością uncji złota. W czasie pierwszej wojny ta wymienialność została utracona i pomimo prób nie udało się jej już na stałe odzyskać. Dziś na banknotach widnieje jedynie napis “Legalny środek płatniczy”. Czym więc jest dziś ten kawałek papieru z nadrukowanym nominałem i głową prezydenta? Zapamiętaj:

“Pieniądz jest miernikiem wartości Twojej pracy”

a w żadnym wypadku nie powinien być Twoim celem!

Co według mnie ma największą wartość w życiu?
- rodzina, miłość, wspólne zrozumienie i wspieranie się,
- przyjaciele, czas spędzony w gronie najbliższych osób,
- pomaganie innym, wspieranie tych, którzy tego potrzebują,
- podróżowanie, poznawanie innych ludzi, światów i kultur.

Motywacja i optymizm

•20 Marzec 2010 • Dodaj komentarz

Co pisze Daniel Goleman w swojej flagowej książce “Inteligencja emocjonalna” o pozytywnej motywacji?

“Z drugiej strony, weźmy pod uwagę rolę, jaką we wszelkich osiągnięciach odgrywa pozytywna motywacja – swoiste uszeregowanie entuzjazmu, zapału i wiary w siebie. [...] Tym, co zdaje się różnić osoby zajmujące pierwsze miejsca we wszelkiego rodzaju konkursach i zawodach od innych o mniej więcej takich samych zdolnościach, jest stopień wieloletniego zaangażowania w ćwiczenia, które zaczynają w bardzo młodym wieku. A upór ten zależy od cech emocjonalnych – entuzjazmu i wytrwałości mimo niepowodzeń – przede wszystkim.” *

Czy warto do życia podchodzić optymistycznie?

“Optymizm, podobnie jak nadzieja, oznacza silne oczekiwanie, że mimo porażek i niepowodzeń wszystko ułoży się – ogólnie biorąc – dobrze. Z punktu widzenia inteligencji emocjonalnej optymizm jest postawą uodparniającą nas na wpadanie w apatię, utratę nadziei i pogrążenie się w depresji w obliczu trudności i kłopotów. Podobnie jak nadzieja, jego bliska krewna, optymizm popłaca w życiu (jeśli, oczywiście, jest to optymizm realistyczny, ponieważ zbyt naiwny optymizm może mieć katastrofalne skutki).” **

—————-
*  Daniel Goleman, “Inteligencja emocjonalna”, wyd. Media Rodzina, str 134
** Daniel Goleman, “Inteligencja emocjonalna”, wyd. Media Rodzina, str 147

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.